Język rzeczy

Źródło: Wydawnictwo Karakter

Źródło: Wydawnictwo Karakter

Po co komu „Język rzeczy”?

– Co czytasz? – zapytała mnie znajoma.

– „Język rzeczy” – odpowiedziałam.

– Phi, nie szkoda ci czasu na takie banały!? Nawet moje dzieciaki znają język rzeczy!

– To teraz zamiast elementarza czyta się książki Karakteru? – starsze dziecko znajomej w tym roku poszło do szkoły.

– Teraz kochana, nie trzeba czytać książek, żeby znać języki. A już zwłaszcza język rzeczy. Moje dzieci od małego bezbłędnie komunikują się z zabawkami i innymi „pierdołami” – te, które mają w domu mówią im, że są nic niewarte i przestarzałe, a te, na które mnie nie stać powtarzają ciągle „kup mnie”, „męcz o mnie matkę”…

Apple mistrzem, a jego klienci – ofiarami?

Znacie to z autopsji? Jesteście w dobrym towarzystwie. Deyan Sudjic, autor „Języka rzeczy” opisuje w nim jak kupował kolejne laptopy Appla. W skrócie – po dwóch latach od zakupu pierwszego – jak się wydawało absolutnie genialnego, który miał być inwestycją życia i starzeć się z nim, wykosztował się na nowy model. Dlaczego? Znowu w kilku słowach – bo Apple jest mistrzem uwodzenia, a jego klienci ofiarami. To akurat, przynajmniej częściowo, moja interpretacja. Ale jak inaczej powiedzieć o osobach, które płacą krocie za komputery, którym po roku użytkowania psują się monitory, a literki z klawiatury błyskawicznie się ścierają? Ludzi, którzy dają sobie wmówić (językiem rzeczy – dizajnem), że mimo tak oczywistych wad produkty tej firmy są tak wspaniałe, że warto wydać duże pieniądze na kolejne? A potem jeszcze kolejne. I tak bez końca.

Czy nasi przodkowie byli mądrzejsi?

Jak można być takim frajerem – chciałoby się powiedzieć. – Dlaczego naszym dziadkom wystarczał skromny zbiór rzeczy, dlaczego dbali o swoje przedmioty tak bardzo, że spokojnie mogły je po nich dziedziczyć kolejne pokolenia? Książka Sudjica jest świetnym początkiem do takich rozmyślań.

Co nam „funduje” przemysł?

Co powiecie na ten, pochodzący z 1932 roku, cytat, który przytacza Sudjic: „Towary dzielą się na dwie kategorie: te, których używamy, takie jak auta lub maszynki do golenia, oraz te, które zużywamy, jak pasta do zębów czy krakersy. Zadaniem inżynierii konsumpcyjnej jest sprawić, byśmy zużywali także towary, których teraz po prostu używamy.” Chyba się udało, prawda?

Dlaczego warto przeczytać „Język rzeczy”?

Autorowi na pewno udało się napisać ciekawą i inspirującą książkę. Wiele się z niej dowiedziałam (np. o Warsztatach Wiedeńskich, uśmiechniętych samochodach czy o tym jakie buty noszono kiedyś w sytuacjach oficjalnych, a jakie w nieoficjalnych). Na kilka kwestii spojrzałam inaczej. Uświadomiłam sobie różne rzeczy. I przypomniałam, że nie jesteśmy typowym społeczeństwem Zachodu. Jak zareagowały moje koleżanki na zdjęcia „archetypów dizajnu”, takich jak np. lampa Anglepoise? „Nie kojarzę, to takie słynne?” Niezależnie od tego, czy Wy kojarzycie, czy nie – książka powinna się Wam spodobać i dać do myślenia. W końcu lepiej wiedzieć po co i na co wydajemy pieniądze.

Książkę udostępniło mi wydawnictwo Karakter.

Advertisements