Dlaczego polskie ubrania są szare?

szary

Ostatnio, mimo że nieodmiennie Chińcyki trzymają się mocno, powstało dużo niewielkich polskich firm projektujących i szyjących ubrania z mojego ulubionego materiału – bawełnianej dzianiny. Bardzo mnie to cieszy, tylko dlaczego, do diabła, w ofercie większości z nich dominuje szarość?

Szary wymiata

Szary jest twarzowy i praktyczny. Nie spiera się tak, jak czarny. Nie brudzi jak biały. Powiedziałabym nawet, że to w ogóle najmniej brudzący kolor (zwłaszcza jasny melanż) – nie widać na nim sierści kota, strzępków puchu, „maźnięć” długopisem, a nawet najzwyklejszego przybrudzenia. Pewnie dlatego do przedszkola wysyłano mnie najczęściej właśnie w takich dresikach.

Jedna szara wystarczy

Nie powiem, kiedy patrzę na szary bawełniany melanż, odczuwam pewną nostalgię. Chociaż „małą szarą” Riska kupiłam raczej ze względu na inne zalety niż miłe skojarzenia. Jest przyjemna w dotyku, nie drażni wrażliwej skóry, „oddycha”, uszyto ją w Polsce, a przede wszystkim – skrojono tak, że nadaje się zarówno do pracy, jak i na imprezę. Jestem z niej zadowolona.

Jednak dopóki nie zamieszkam w pałacu albo dopóki ta, którą mam, się nie zniszczy, nie kupię raczej drugiej szarej sukienki. Lubię ten kolor, doceniam też kreatywność projektantów, czarujących kolejne ciekawe wzory, ale są dni, kiedy wolę założyć na grzbiet coś czerwonego, niebieskiego, pomarańczowego, czy czarnego. Dlatego chętnie kupiłabym bawełnianą dzianinową i fajnie skrojoną sukienkę (a może nawet kilka sukienek), w którymś z tych kolorów.

Koloru!

Niestety, czuję się zrobiona na szaro. Byłam dziś na Mustache: Yard Sale vol. 10 z nadzieją zakupu fajnego ciuszka (i nie tylko). Przez 3 godziny dzielnie przedzierałam się przez korytarze PKiN, zatłoczone do granic możliwości i zastanawiałam się, dlaczego wszyscy chcą mnie ubrać na szaro. Jasnoszaro, grafitowo, za 100 zł, 200, 600, panie, panowie, pary. Krótko mówiąc – jeśli sukienka czy spódniczka miała być z bawełny (nie dla poliestrowych podszewek!) i w kształcie innym niż worek, to najczęściej w tym kolorze.

Dobre wzory

Udało mi się w końcu kupić jedną różową kieckę (do wyboru miałam tam jeszcze czarne), zamówiłam też sobie czerwona spódniczkę (na stoisku dressyouup.pl były już tylko, jakby inaczej – szare), odbiorę ją w tygodniu. Upolowałam też świetną pomarańczową bluzę w Hultaju Polskim (dlaczego większość kolekcji uszyto w odcieniach szarości, ewentualnie bordo i fioletu?). Zakochałam się w fakturze materiału i kroju sukienki z marshmallow.pl, ale mimo, że nie była szara, odstraszył mnie kolor (nie dla mnie – zbyt jesienny).

Gdyby jeszcze projektant pomyślał o…

Gdzie indziej zachwyciły mnie kolorowe, np. żółto-niebieskie, spódnice (dłuższe po bokach), ale wyprodukowane je w jednym rozmiarze (to zmora), a w pasie wszyto cieniutką gumkę (a ja protestuję przeciwko wrzynaniu się!). Gdzie indziej fajnie wykrojone tuniki opatrzono nadrukami. Niby fajnie, zabawnie, ale po pierwsze – dlaczego nie po polsku, po drugie – ciuszek z nadrukiem już nie wszędzie pasuje, a po trzecie – rożnie sprawdza się w praniu.

Kto się utrzyma na rynku?

Reasumując, cieszę się, że w Polsce jest tak wielu utalentowanych ludzi, którzy biorą się za odzieżowy biznes. Życzę im (Wam) jak najlepiej – chcę nosić ładne i wygodne polskie ubrania. Marzę o tym, żeby za kilka lat móc je kupić nie tylko w internecie (to zawsze jednak problem z przymiarką, dostawą, itp.) i na targach. Obawiam się jednak, że na naszym rynku może zabraknąć miejsca dla tak wielu firm, które stawiają na szarość. Polki potrzebują nie tylko przyjaznych różnym figurom krojów i naturalnych materiałów, ale i koloru (coraz częściej odczuwają tę potrzebę)! Pomyślcie o nas!

Advertisements