Dostałam od blogera MAŁE MIESZKANKO

plan mieszkania lata 60.

Dostałam w prezencie od, znanego Wam pewnie obrzydliwie bogatego blogera, Kajetana Obarskiego, MAŁE MIESZKANKO! Zazdrośni? Nie dziwię się. Z drugiej strony, podczas kiedy Wy cieszyliście się świętem narodowym, ja zachodziłam w głowę, jak można się urządzić na dwudziestu kilku metrach kwadratowych.

Sprawa jest skomplikowana. Wiem, co mówię, bo przez ponad 10 lat mieszkałam z rodzicami w kawalerce. Mimo wszystko wtedy było jednak łatwiej – nie trzeba (albo raczej nie można) było kupować komputerów, zmywarek, wielkich lodówek i telewizorów. Mało tego, w 53 000 nakładzie wydawano poradniki o urządzaniu mikro mieszkanek.

Czego można się było z nich dowiedzieć? Ano na przykład tego, że popularne wówczas okienka między pokojem a kuchnią powinny być szczelnie zamknięte podczas gotowania posiłków. Co robić, kiedy szyba w tym okienku wyleci w powietrze, jak zdarzyło się znajomemu jednego z autorów książki „Jesteśmy w Warszawie” (Warszawa, 1981) podczas gotowania pieluch*? O tym w poradniku nie napisano, są za to ciekawsze rzeczy.

Na przykład o kolorach. Czy wiecie, że „mieszkanie jednoosobowe powinno być urządzone weselej, barwniej niż inne”. Jak uzasadnia autor, „życie kawalera nie jest bowiem niekończącym się pasmem zabaw i rozpusty”. Tylko kto powinien wybrać kolorystykę wnętrza kawalerskiego?

Odpowiedź otrzymujemy w dalszej części poradnika. – „Decyzja w wyborze kolorów niech zawsze przypadnie płci pięknej. Ona to, proszę panów, poprzez wieloletnią praktykę w kompozycji kolorystycznej stroju, szminek, dodatków, a ostatnio nawet włosów, doszła do takiej perfekcji, że werdyktom tym poddać się możemy z pełnym zaufaniem.” – Już wiemy, jaka jest geneza zmory naszych czasów – pastelozy.

Książka potwierdza też, jak trudnym kolorem jest szary. Teraz trudno taką farbę kupić, kiedyś zrobić. „Pod żadnym pozorem nie należy tego uzyskiwać przez krzyżowanie czerni z bielą – katastrofa estetyczna zapewniona.” Z poradnika wynika, że malowanie w PRL-u było jedną wielką katastrofą i mordęgą, nawet dla tych, którzy znali zasady tworzenia barw.

W ogóle, życie było wtedy pełne pułapek. Należały do nich m.in.  szklane półki, zawieszane pod lustrem i nad umywalką. – „Podczas pochylania się z zamkniętymi oczami przy myciu można stłuc taką półeczkę czołem ze stratą dla obydwu stron” – oraz – „wanna nie obudowana jest sprzętem nad wyraz nieprzyjemnym, chybotliwym, niewygodnym. Pod wanną gromadzą się nie wiadomo skąd zaskakujące ilości kurzu i zaschniętego błota.”

Dla odmiany „wyposażenie kącika dziecinnego jest [w PRL-u] zupełnie proste. Przede wszystkim ustawiamy tu łóżeczko dziecinne, niestety na pierwszy rzut przypominające klatkę w ogrodzie zoologicznym, z innego jednak pędrak po prostu wypada.” Szkoda tylko, że „przedstawiony [na ilustracji] typ jest modelem „eksportowym”, możemy więc zawsze liczyć na egzemplarz „z wadami”, ale i tak będziemy mieli szczęście, jeżeli uda nam się dopaść taki w domu meblowym.”

Trudno w to wszystko uwierzyć, kiedy popatrzy się na rysunki w poradniku. Wydano go w 1966 roku, a sprawiają wrażenie współczesnych nam wzorów IKEI. Jak widać, wszystko już było (nawet jeśli niedostępne). Chociaż dziwię się, że IKEA nie lansuje dziś zasłonek, pozwalających oddzielić ciąg kuchenny od części mieszkalnej wnętrza. Czy to nie praktyczne rozwiązanie dla wciskanych nam dziś przez deweloperów mieszkań „kompaktowych”? Jak dla mnie bomba!

fragment ksiązki Małe mieszkanko 1966

Zasłonka to zresztą niejedyna rada, która wciąż jest aktualna i przydatna. Niestety, równie dużo wskazówek z tego poradnika dziś raczej śmieszy lub irytuje, niż pomaga. Nie wiem, kogo autor chciał przekonać, że lepiej mieć biurko z półeczką na książki, niż bibliotekę w innej części pokoju (rzekomo, żeby było wygodniej). Ja, jako była posiadaczka tapczanu-półki, na pewno nie dam się na to nabrać. Podobnie jak na argument, że dla dumnych właścicieli odkurzaczy odkryty regał na książki jest lepszy niż zamykana witrynka.

Z drugiej strony, jeśli może to poprawić humor ludziom, którzy zadłużyli się na 30 lat, żeby kupić dwa pokoiki z dobrym dojazdem do śródmieścia, albo trzy na końcu świata i tym, którzy nabyli kawalerkę w zapyziałym i peryferyjnym bloku z wielkiej płyty, żeby uniknąć morderczego kredytu, to czemu nie? Poradnik „Małe mieszkanko” Jana Szymańskiego, wydany przez Wydawnictwo Związkowe CRZZ, który dostałam od autora bloga „Obszary”, to jednak świetna lektura nie tylko dla właścicieli klitek.

*Nie słyszeliście o takiej potrawie? Ja też znam ją tylko z opowieści, więc lepiej spytajcie mamę, babcię czy ciocię.

Małe mieszkanko, książka wydanie 1966

 

Reklamy