6 powodów, żeby nie kupić polskiej sukienki

zakup polskiego produktu

Potrzebna mi sukienka. Codzienna – do pracy, na rodzinny obiad i wyjście do kina. Na jesień i zimę, a właściwie na jesienie i zimy, bo nie wyrzucam rzeczy po jednym sezonie. Musi być ponadczasowa – bez udziwnień, cekinów, skórzanych wstawek. Najlepiej gładka – czerwona, niebieska, granatowa, ale nie upieram się (oby tylko nie z szarego dresu). Z rękawkiem 3/4, ale może być też długi. Z bawełny lub wiskozy (poliester, acetat itp. odpadają). Najlepiej z dzianiny, ale tkaninę też zaakceptuję. Dopasowana, jednak nie super obcisła. Rozszerzana na dole. Trochę przed kolano, do kolan lub minimalnie za. Poza tym sukienka ma być polska, czyli projektowana i szyta w Polsce.

Szukajcie a znajdziecie? Szukam. I znajduję, tylko nie sukienkę, a 6 powodów, dlaczego jej nie kupię:

1. Za mało jest sklepów, w których można kupić coś polskiego;
2. Są rozrzucone po całym mieście – żeby je obejść potrzebuję przynajmniej kilku dni;
3. Są czynne wtedy, kiedy pracuję. Wieczorem, w sobotnie popołudnia i niedziele są zamknięte;
4. Nie ma w nich wszystkich modeli i rozmiarów (kiedy pytam o mój, słyszę często, że jak się nosi tak popularny rozmiar, trzeba przychodzić tuż po dostawie);
5. W ofercie dominują ubrania poliestrowe (w sezonie jesienno-zimowym często poliestrowo-wełniane), w tych bawełnianych i wiskozowych są „sztuczne” podszewki;
6. W sklepach internetowych nie zawsze są dostępne wszystkie modele / rozmiary, zwłaszcza te z najnowszych kolekcji.

Gdybym się uparła, pewnie w końcu coś bym kupiła. Nie obeszłam przecież jeszcze wszystkich sklepów w stolicy. Nie obejrzałam też wszystkich polskich sukienek dostępnych w Internecie. Jednak kiedy pomyślę, że jak tak dalej pójdzie, niedługo będę musiała zacząć się rozglądać za nowymi butami i sprawić sobie nowe okulary, trochę mi się odechciewa. Zwłaszcza, że mój budżet nie wytrzyma tak drogiej „sukienki”.

Przykro mi, bo wszystko rozumiem – że materiały są drogie, że robocizna w Polsce kosztuje, że pracownicy sklepów też mają rodziny i chcą być w domu o 19, że planowanie produkcji z dużym wyprzedzeniem to duże ryzyko i niełatwo przewidzieć ile kupią panie w rozmiarze 36 a ile 38, że trudno od razu wszystko wstawić do sklepu internetowego, zresztą on też ma swoją pojemność.

Problem w tym, że potrzebuję sukienki. A podobno mamy kapitalizm i w sklepach jest wszystko czego dusza zapragnie.

Advertisements