A co Ciebie denerwuje w wystawie „Zawód architekt”?

Organizatorzy – Muzeum Historyczne m.st. Warszawy i Muzeum Sztuki Nowoczesnej – marzyli, żeby wystawa „Zawód architekt” odniosła sukces na miarę „Warszawy wczoraj, dziś, jutro”, którą 75 lat temu otworzył prezydent miasta Stefan Starzyński (odwiedziło ją ponad milion osób). Według mnie nie ma na to szans.

Temat wystawy jest aktualny i arcyważny. Miejsce – idealne (Rynek Starego Miasta – „Zawód architekt” zajmuje dwa piętra Muzeum Historycznego). Zagadnienia poruszane na wystawie – ciekawe. Cena biletu – przystępna (1 zł dla każdego).

W muzeum prawie nikogo jednak nie ma (a w każdym razie, nie było we wtorkowe popołudnie, kiedy ja się tam wybrałam). Podczas ponaddwugodzinnego zwiedzania natknęłam się tam tylko na dwóch innych zwiedzających (jeden właśnie wychodził, inny rozmawiał z panią pilnującą ekspozycji o mieszkaniach w blokach w centrum Warszawy – okazało się, że są sąsiadami).

Dlaczego Warszawiacy nie walą na wystawę drzwiami i oknami? No właśnie, kochani, przecież uwielbiacie zagadki – czytacie kryminały, rozwiązujecie sudoku itp. itd. – powiedzcie dlaczego? Co Was odciąga i odstrasza od tej wystawy? Co Was w niej denerwuje?

Mówicie, że najpierw ja się mam wywnętrzyć? Czytelnik – nasz Pan!

Odkąd dowiedziałam się o wystawie, wiedziałam, że muszę ją zobaczyć. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Zwłaszcza, kiedy w pracy nadgodziny, u znajomych imieniny, parapetówki i babskie nasiadówki, w mieście inne wystawy, a w domu książki i, co gorsza, internety. Jednym słowem – kiedyś, np. za Starzyńskiego, było łatwiej.

W końcu udało mi się dotrzeć na Starówkę. Po drodze odwiedziłam bibliotekę i kilka sklepów, nie mogłam się więc doczekać momentu, kiedy zdeponuję plecak w muzealnej szatni. A tu nici! Nie tylko nie zdeponowałam bagażu ani kurtki, ale jeszcze zostałam energicznie wyproszona zza drzwi, nad którymi powieszono tabliczkę „szatnia” (podobno „w tygodniu” nieczynna). Na wystawę weszłam więc wkurzona. Co zobaczyłam?

Makieta

Makietę, czyli to, co tygryski lubią najbardziej. Szkoda tylko, że hałas młotów pneumatycznych dobiegający zza otwartych okien szybko mnie wykurzył z tej sali.

schemat linii tramwajowych Warszawa 1938

Przedwojenny plan miasta, na którym wyraźnie widać linię tramwajową na Targówek, której teraz nie ma. Nie ma zresztą też tamtego Targówka – na peerelowskim osiedlu zupełnie zmieniono układ ulic. A może to odpowiedź na pytanie, dlaczego wystawę Starzyńskiego zobaczyło więcej osób, niż obecną? Czyżby wtedy łatwiej było na nią dojechać (przynajmniej niektórym)?

mieszkanie WSM plan meble

Nie uwierzycie – to przede wszystkim dla tego „eksponatu” przyszłam na wystawę. Tylko że kiedy czytałam w gazecie, że na wystawie odtworzono WSM-owskie mieszkanie, wyobrażałam sobie coś w rodzaju IKEI-owskiej ekspozycji, z prawdziwymi meblami, a nie naklejkami na podłodze. Przykre, że naszych instytucji kultury nie stać na zrobienie kompletu mebli, które pozwoliłyby naprawdę zobaczyć ile przestrzeni miało się w modelowo wyposażonym mieszkanku spółdzielczym.

WSM meble w mieszkaniu spółdzielczym lata 30.

Jak wyglądały meble można zobaczyć tylko na zdjęciach. Za zasłonką „sypialnia”, składająca się z trzech łóżek.

Mieszkanie dla młodych i nie tylko

Mieszkanie dla młodych i nie tylko.

mieszkania komunalne Warszawa

A tak się mieszka w Warszawie dziś – nieźle, co? Też bym tak chciała! I moja rodzina, i znajomi… Na wystawie możecie zresztą zobaczyć więcej zdjęć nowych bloków komunalnych. Niektóre są naprawę ciekawe. Szkoda tylko, że praktycznie nie ma szans, żeby się załapać na takie mieszkanie.

etyka architekta

„Czy istnieje coś takiego jak etyka architekta?” – Krzysztof Domaradzki, architekt, projektował m.in. remont Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie: „Mówiąc szczerze, nie znam się na tym” (sic!) Z innej beczki – kto do diaska wybrał tak obrzydliwą stylistykę?! Czy emotikonkowe kiczowisko ma charakteryzować środowisko architektoniczne, architektów miejskich, czy może spodobać się zwiedzającym? O Matkobosko!

Archisława

Na szczęście nie cała wystawa wygląda tak, jak na poprzednim zdjęciu. Znalazło się miejsce i dla komiksów Grupy Archisława.

sufit

Kiedy nie będziecie już mogli patrzeć na zdjęcia architektury, która szpeci Warszawę, spójrzcie do góry, na sufit….

…albo przyjdźcie na wystawę jeszcze raz. Do czytania i oglądania jest tak dużo, że zwiedzanie spokojnie można podzielić na dwa razy. Zwłaszcza, jeśli za pierwszym razem ciąży Wam plecak, kurtka, kożuch, płaszcz, czy co tam macie. Wprawdzie i tym razem ktoś ewidentnie postanowił opędzić kulturę niskim kosztem (zwłaszcza w porównaniu do wystawy „Wczoraj, dziś i jutro Warszawy” z 1938 roku, co zobaczycie na zdjęciach), ale i tak warto. Co Was więc odstrasza?

Reklamy