Polski z urzędu. O poprawności języka urzędowego

język polski

Źródło: Narodowe Centrum Kultury

Narodowe Centrum Kultury wydało właśnie książkę, która ma poprawić nasze życie. Czy jest szansa, że dzięki niej urzędasy produkujące niezrozumiałe pisma staną się przyjaznymi urzędnikami?

Śmiejecie się gorzko? Nie wierzycie w cudowne uzdrowienie sytuacji w polskiej administracji? Myślicie, że urzędnicy powinni zająć się pracą, a nie czytaniem poradników językowych? A może sami pracujecie w urzędzie?  Tak czy inaczej, to książka właśnie dla Was!

Myślę, że nie stracicie na tej lekturze. No, chyba że o języku polskim wiecie już wszystko. W takim przypadku rzeczywiście szkoda czasu i 35 złotych (książka kosztuje właśnie tyle). Nie wiecie? Świetnie. Nastawcie się na zastrzyk wiedzy i emocje. U mnie wyglądały następująco:

Zaczęło się od zachwytu – spodobał mi się projekt okładki. Jednak kiedy spojrzałam na nią dokładniej zwątpiłam. Ilu urzędników przeznaczy 35 złotych na poradnik językowy jeśli, np. do konkursu „Samorządowy Mistrz Języka Polskiego”, za udział w którym nie tylko nie trzeba było płacić, lecz także można było wygrać kilka tysięcy złotych, przystąpiło mniej osób, niż było miejsc? Czy książkę przeczytają ci urzędnicy, których teksty są najsłabsze czy ci, którzy i tak piszą w miarę zrozumiale i poprawnie? Wreszcie – czy książkę kupi ktoś, kto nie jest urzędnikiem?

Żeby nie zadręczać się tym problemem zaczęłam czytać. No i proszę! Od razu czegoś się dowiedziałam. Mimo, że studiowałam i pracowałam za Odrą nie przyszło mi wcześniej do głowy, że „zwracam się z prośbą” to kalka z niemieckiego. Nie wiedziałam też, że słowo pasjonat jeszcze kilkadziesiąt lat temu oznaczało furiata, a nie miłośnika czegoś. Wstydzę się, że nie miałam pojęcia, że zgodnie z normą wzorcową wysyła się esemes i mejl, a nie esemesa i mejla. Ucieszyłam się, że mam fajny poradnik, w którym naprawdę dużo jest przykładów uniwersalnych, nie tylko dla urzędników.

Chwilę później się znudziłam, a następnie zirytowałam. Nienawidzę teorii. Wprawdzie czasem jest niezbędna, jednak czy graf z typologią błędów językowych pomoże mi je wyeliminować? Na pewno nie. Nie jestem językoznawcą, nie muszę wiedzieć, do jakiej grupy należy błąd. Ważne, żebym znała poprawną formę. A propos – jako wzrokowiec zdecydowanie wolałabym, żeby w przykładach najpierw pojawiała się  forma poprawna (najlepiej żeby była wytłuszczona), a dopiero potem błędna. W Polskim z urzędu przeważnie jest odwrotnie.

Nie to jest jednak dla mnie największym problemem. W rozdziale Podstawowe cechy stylu urzędowego i ogólne zasady poprawnego formułowania tekstów urzędowych zabrakło mi wyraźnego wypunktowania co w podanych przykładach jest akceptowalne, a co nie. Pojawiło się ono tylko w niektórych przypadkach. Podane zasady są jak dla mnie zbyt ogólne (niektóre zbyt oczywiste), a przez to mało pomocne.

Podoba mi się, że na końcu książki znajduje się test, dzięki któremu można sprawdzić, co zostało w głowie po lekturze. Nie podoba mi się za to wiele pytań. Jeśli celem książki jest poprawienie praktycznych kompetencji językowych urzędników, pytania powinny dotyczyć zagadnień, które bezpośrednio pomogą im w pracy. Chociaż oczywiście miło mi będzie, jeśli pani, od której zależeć będzie wysokość podatku, który przyjdzie mi zapłacić będzie wiedziała więcej o historii języka i znała nazwy błędów, które akurat popełnia.

To wszystko jednak drobnostki. Książka jest wartościowa i myślę, że dzięki niej jakość naszego życia może się poprawić. Pod warunkiem, że każdy polski urzędnik dostanie od swoich przełożonych polecenie zapoznania się z jej treścią. Testy językowe można byłoby potem organizować jednocześnie ze szkoleniami i sprawdzaniem wiedzy z BHP. Zresztą jeśli książkę przeczytają też osoby spoza urzędów, umiejętności językowe urzędników będą poprawiane i weryfikowane na co dzień.

Polski z urzędu. O poprawności języka urzędowego, red. Eliza Czerwińska, Radosław Pawelec, Warszawa 2013

Polecam też inne teksty o języku polskim:

Zagadkowe nazwy pensjonatów;

Nazwy kolorów farb;

Nazwy osiedli mieszkaniowych.

Advertisements