Dlaczego nienawidzę luksusu?

Nienawidzę luksusu bo jestem wygodnicka – a luksus utrudnia mi życie. Nie wierzycie?

Kiedy kupuję krem „z dolnej półki” bez problemu wrzucam go do torebki, po powrocie do domu wyjmuję i używam.
Kiedy natomiast szarpnę się na jakiś droższy (choćby o kilka złotych) muszę się sporo namęczyć. Nie tak łatwo upchnąć w damskiej torebce kartonik w formie sześcianu, czy prostokątnego słupka. Potem trzeba z niego jeszcze zerwać przezroczystą folię, otworzyć pudełko, wyrzucić i dopiero wtedy można korzystać z tubki czy słoiczka. Przez cały ten czas denerwuję się co niemiara, że płacę za opakowanie, a nie produkt i że szkodzę środowisku. Bo przecież produkcja każdego dodatkowego kartonika to dodatkowe hektolitry wody, prąd, nie mówiąc o różnych szkodliwych substancjach, które powstają przy okazji. Poza tym eleganckie pudełeczko praktycznie od razu ląduje na śmietniku.

Przesadzam? Może. Ale naprawdę nie mogę zrozumieć, dlaczego, np. kosmetyki apteczne zamknięte w plastikowych tubkach lub butelkach, muszą być dodatkowo opakowane kartonem, a często i folią. Ok., gdyby czekały na klienta w pełnym słońcu na bazarku, pudełka chroniłyby dodatkowo kosmetyk. Ale przed czym trzeba chronić kosmetyk przechowywany w aptecznej gablotce? Czy emulsja do kąpieli dla osób ze skórą atopową, pasta do zębów wzmacniająca dziąsła i krem nawilżający straciłyby swoje właściwości gdyby sprzedawano je w gołej tubie lub butelce? Wątpię. A jeśli rzeczywiście tak się dzieje z kremami, to dlaczego, np. Ziaja tylko niektóre z nich (zazwyczaj są wtedy droższe) pakuje w dodatkowe kartoniki i folie? Bo jeśli dzięki temu mam się poczuć lepiej, to coś tu nie wychodzi.

Reklamy