Jaka woda zdrowia doda?

Głównym tematem u mnie w pracy jest ostatnio woda. Nie, nie pracuję w wodociągach ani filtrach, tylko w biurze, w którym właśnie wyremontowano łazienki.

Zamiast tradycyjnych „kurków” do ciepłej i zimnej wody, mamy teraz automatyczne mieszalniki i wodę o stałej temperaturze. Teoretycznie – ciepłą. Faktycznie – letnią.

Projektant chwalił, że to komfort, higiena (nie trzeba dotykać kurków) i oszczędność (czasu na regulację temperatury i samej wody).

Pracownicy narzekają, że za zimna (kiedy chcą ogrzać wyziębione dłonie, albo wyszorować brudny kubek) lub za ciepła (kiedy napełniają czajniki, bo ciepła nie jest przeznaczona do spożycia, jako zagrozona zakażeniem podczas ogrzewania i zakamieniona).

A mi przypominają sie doświadczenia z Niemiec. Po raz pierwszy wylądowalam za Odrą latem. Upały obezwładniały. Pewnie dlatego dopiero po tygodniu pobytu zorientowałam się, że jestem chyba jedyną osobą na osiedlu, która dźwiga ze sklepu do domu zgrzewki niegazowanej wody źródlanej (o dziwo, w Niemczech jest ona niedroga – o ile pamietam półtora litra najtańszej kosztowało 19 centów). Inni, jeśli coś nosili, to raczej soki, słodkie napoje lub wodę gazowaną.

Bo po co wydawać pieniądze, męczyć siebie i środowisko (produkcja butelek, transport, magazynowanie), jesli kranówa ma podobny skład i równie dobry smak? Od tamtej pory, kiedy byłam w Niemczech piłam praktycznie wyłącznie to, co dostarczały mi wodociągi. W Polsce sie waham – podobno to, co wychodzi z filtrów jest lepsze niż większość sklepowych wód źródlanych. Ale czy to co wypływa z przerdzewiałych rur w domu też? Zwłaszcza jeśli kolorem przypomina raczej herbatę (choć przyznaję, widzę postęp – u mnie chyba od roku wyglada już jak zielona, a nie czarna).

Druga rzecz, której nauczyłam się w Niemczech to mycie rąk zimną wodą. W wielu miejscach jest tam tylko taka (zarówno mieszkania, akademiki, jak i uczelnie i urzędy). I to nie chwilowo, a na stałe – ze ściany wyrasta tylko jeden, w dodatku oznaczony na niebiesko, kurek. Poczatkowo trochę mnie to dziwiło (przypominałam sobie polecenia z dzieciństwa: „tylko umyj ręce porządnie, gorącą wodą”), ale szybko się przyzwyczaiłam. Za to wspołlokatorka (też nie z Niemiec) z nadwrażliwością zębów, wściekała sie co niemiara i twardo gotowała sobie wodę do mycia w czajniku. Powtarzała przy tym zawsze, że inaczej sobie wyobrażała studia i mieszkanie w wysoko rozwinietym kraju.

To w końcu jaka woda zdrowia doda?

Advertisements