Być jak dzikie zwierzę, czyli podróżuj koleją!

Dziękuję kolejom (KM, SKM, Dworzec Polski) za wszystko – za zakończenie części robót (mniejsze utrudnienia – teraz już tylko budowa stacji Ursus Niedźwiadek) i za same utrudnienia. Nie, nie zwariowałam. Chociaż nie przeczę, byłam bliska szaleństwa. Zgodnie z maksymą: co nas nie zabije, wzmocni, nie tylko wyszłam z tego cało, ale i z nowymi umiejętnościami.

Uważajcie, jestem teraz jak, nie przymierzając, dzikie zwierzę.

Szybko biegam – w sandałach, klapkach, a nawet na obcasiku. Z plecakiem, torbami, kurtką na ramieniu. W tłumie. Po schodach. Świetnie zakręcam i hamuję (najlepiej kiedy słyszę, że mój pociąg nie stoi jednak na peronie drugim, tylko właśnie rusza z 6).

Wyrobiłam sobie muskuły – nigdy nie miałam serca do ćwiczeń siłowych. Kiedy jednak mam do wyboru posiłować się trochę z drzwiami pociągu, albo pojechać na gapę do Krakowa, bo w wagonie nie ma nikogo, kto miałby więcej pary w rękach, wybieram to drugie. W pociągu Kolei Mazowieckich ćwiczę dalej – wolę trochę posapać i ubrudzić ręce, niż zasłabnąć w dusznym przedziale.

Znakomicie skaczę – nie straszne mi duże odstępy między peronem i schodkami. Nauczyłam się błyskawicznie poderwać z miejsca, wyskoczyć z wagonu i wskoczyć do stojącego po drugiej stronie peronu. A wszystko to w ciągu kilku sekund, kiedy ten drugi (teoretycznie mniej opóźniony, więc powinien ruszyć później) sygnalizuje zamykanie drzwi, czyli odjazd.

Mam podzielną uwagę – umiem jednocześnie tłumaczyć komuś, że nie wiadomo kiedy odjedzie pociąg , że nie było zapowiedzi, czy jest przyspieszony, czy zatrzymuje się na wszystkich stacjach, że kierownik pociągu też nie wie kiedy ruszy, że mimo utrudnień kontrolują bilety, więc nie można zapomnieć o skasowaniu; dzwonić do pracy z informacją, że się spóźnię bardziej niż myślałam; nasłuchiwać komunikatów o zmianach (godziny, peronu itd.) i wypatrywać pociągów (na, częsty niestety, wypadek braku zapowiedzi), żeby w żadnym razie ich nie przegapić.

Wyćwiczyłam pamięć – bez znajomości rozkładów wszelkich możliwych pociągów (IC, IR, KM, WKD, SKM), autobusów (w tym absurdalnej linii zastępczej z Ursusa do Pruszkowa), tramwajów nie mogłabym wybierać optymalnych połączeń, kiedy okaże się, że IC z Łodzi jest opóźnione, a do tego z Krakowa już się nie zmieszczę i muszę lecieć na WKD.

Poprawiłam szybkość liczenia w pamięci – w dodawaniu nikt mnie nie prześcignie – potrafię błyskawicznie obliczyć, o której powinny przyjechać na dworzec wszystkie opóźnione pociągi i dzięki temu zająć odpowiednią pozycję.

Nauczyłam się natychmiast podejmować decyzję – do którego pociągu wsiąść, kiedy według komunikatów na tablicach powinny odjechać niemal jednocześnie, a jest to niemożliwe, bo tor jest jeden? Czy lecieć na peron WKD, na drugi, trzeci czy szósty? Czy pchać się do pociągu opóźniając jego odjazd, a potem przez godzinę stać z nosem wciśniętym w drzwi, czy iść na SKM-kę, która powinna zaraz przyjechać, ale wczoraj była strasznie opóźniona.

Reasumując – podróżując koleją na trasie Pruszków – Warszawa, nauczyłam się więcej niż przez kilkanaście lat chodzenie do rożnych placówek edukacyjnych.

Chcecie, żeby wasze dziecko rozwinęło słuch? Marzycie, żeby nauczyło się zwinności i nabrało kondycji? Żeby rozwinęło umiejętności społeczne? I w ogóle, żeby lepiej sobie radziło w trudnych sytuacjach? Nie posyłajcie go na rytmikę, kształcenie słuchu, do szkoły muzycznej. Zapomnijcie o drogich treningach i klubach sportowych. Odpuśćcie biedakowi korepetycje z matematyki. Nie rujnujcie się na terapię i kursy szybkiego zapamiętywania. W następne wakacje (spokojnie, latem zawsze są utrudnienia) kupcie za to koniecznie bilet kwartalny na dwie strefy i każcie dzieciakowi być w Warszawie o 8 rano i wracać z niej o 16.30 (w międzyczasie może robić co chce). Zobaczycie ile się nauczy! I to za grosze (bo co to jest kilkaset złotych?).

Na zakończenie – anegdotka z ostatniego tygodnia:

Dworzec Warszawa Zachodnia, ok. 7.50 rano. Przy peronie stoją dwa pociągi – do Lublina przez Warszawę Wschodnią i do Wschodniej. Ten do Lublina powinien ruszyć trochę wcześniej (choć tak naprawdę nie wiadomo bo oba są opóźnione, a jak wie każdy pasażer „opóźnienie może ulec zmianie”). Tłum wciska się jednak do niego (w czasie zamknięcia linii średnicowej dla pociągów podmiejskich bilety ZTM-u i Kolei Mazowieckich obowiązują też w dalekobieżnych). Nagle, mimo, że przy wejściu kolejka, kierownik pociągu do Lublina daje sygnał do odjazdu i próbuje zamknąć drzwi. Siłuje się z kobietą, która krzyczy, że ona musi wsiąść. Kolejarz jest silniejszy – Pojedzie pani tamtym! – stęka. – Tamtym? Ale mogę tamtym do…? – pani jest zdezorientowana. Spocony i zniecierpliwiony konduktor wchodzi jej w słowo – Każdym pani może! – i zamyka wreszcie drzwi. – Pociąg rusza. Przez okno słyszymy, jak kobieta krzyczy z peronu: Ale do Lublina pociągiem do Wschodniej!? – Szczęściarze, którzy zdążyli dostać się do pociągu śmieją się nerwowo – kupisz bilet do Lublina, możesz jechać do Szczecina. Pechowa pasażerka kręci się i wygląda jakby chciała sobie powyrywać włosy z głowy. Kierownik pociągu z kamienną twarzą przeciska się do wnętrza wagonu.

Reklamy