Podróże kształcą

Zdjęcie zrobione podczas innej podróży. Nie była aż tak ciekawa, musiałam się więc zająć sama – aparatem.

Jak wiecie ostatnio wyjątkowo dużo czasu spędzam w podróży („za utrudnienia uprzejmie przepraszamy”). Kilka dni temu podsłuchałam rozmowę, która zmieniła moje pojęcie o świecie. Też jesteście ciekawi? Nie krępujcie się, dwie panie w średnim wieku prowadziły ją wyjątkowo głośno.

Tematem konwersacji były urlopy. Najpierw tegoroczne (spędzone w Polsce, obie panie mieszkały „na kwaterach”), później również wcześniejsze.

Ponieważ rozmowa trwała ok. godzinę, czyli tyle, co podróż z Warszawy do Pruszkowa, przytoczę tylko fragmenty, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Dotyczą czterodniowej wycieczki do Czech.

– O, bardzo byłam zadowolona z tej wycieczki! No bardzo! To znaczy, wiesz, podróż to była strasznie męcząca. Ten autokar jechał i jechał! A jak mnie od tego siedzenia bolały nogi! No nie mogłam wysiedzieć! A potem jak się umęczyłam, bo wiesz, ta przewodniczka to nam chciała tyle pokazać, że ciągle gdzieś biegaliśmy! Już nawet nie pamiętam dokładnie co zwiedzaliśmy, jak to się wszystko nazywało, bo taka byłam wykończona.
– Tak? – początkowo koleżanka uczestniczyła w rozmowie głównie w ten sposób.
– Oj, mówię ci! Ale bardzo udana była ta wycieczka , no wyjątkowo po prostu! I knedliki nam dawali nawet!
– Knedliki? A to coś do jedzenia? – koleżanka się odrobinę ożywiła.
– Tak, to jest taka, wiesz, czeska potrawa.
– No popatrz, czego to nie mają! – pokiwała głową „zrobiona” na nastolatkę pani.
– O tak! A jak płynęliśmy statkiem, to przy wejściu nas częstowali Becherovką, na przykład!
– I co, wypiłaś? – zabrzmiało to jakby pani powątpiewała w znajomą, ubraną w stylu „na zakonnicę”
– A no pewnie, że wypiłam, jak za darmo to było, to miałam nie wypić!?
– Nie, no pewnie, zresztą taka Becherovka to słaba strasznie jest. A ile ta wycieczka kosztowała w ogóle?
– A tysiąc pięćset, jakoś chyba, bo to z Orbisem było, wiesz autokar luksusowy taki, no i to jedzenie.
– Ale to dużo okropnie!
– No, ale wiesz, hostel to w centrum prawie był i w ogóle!
– A co to hostel?
– No taki hotel, tylko tańszy.
– Tańszy? Przecież drogo było!
– No tak, ale wiesz, on wcale nie był zły ten hostel, nawet śniadania tam mieliśmy.
– Tak? To znaczy stołówka była?
– Nie, stołówki to nie. Kanapki robili na korytarzu i stamtąd, taki stolik był, wiesz, się brało do pokoju. Więc się najadłyśmy tych kanapek, że hej! (tzn. Pani z siostrą – z tego, co mówiła wcześniej wynikało, że zawsze wypoczywają razem).
– A nie, no jak tak, to inaczej*! Ale w ogóle to ładna ta Praga?
– No piękna! Pięknie tam jest.
– ALE ŁADNIEJSZA NIŻ WARSZAWA!? – zostało to powiedziane z takim niedowierzaniem w głosie, że aż się wzruszyłam. Też kocham to miasto, ale… sami wiecie.
– No ładniejsza chyba, ładniejsza.
– No co ty nie powiesz! – zdziwiła się koleżanka. – może i ja się tam wybiorę.
– Jedź, jedź, ja też jeszcze chcę pojechać, bo za pierwszym razem to taka byłam zaganiana, że muszę jeszcze raz to obejrzeć wszystko. Zresztą wiesz, w Zakopanym byłam cztery razy i też nie zwiedziłam jeszcze miasta.
– Tak?
– No! Taki przyjemny tam pokoik wynajmujemy, z balkonikiem, wiesz, że tylko sobie robimy herbatkę, kanapeczki i siedzimy na balkonie, no bardzo mi tam przypasowało, aż mi się nie chce nawet nad morze jeździć!

Tu niestety musiałam wysiąść z pociągu. Szkoda, bo jak widać podróże kształcą. I to nie tylko samych podróżników, ale i ich otoczenie.

* tego sformułowania pani użyła jeszcze kilka razy, ale moja pamięć jest zawodna i nie pamiętam kontekstu.

Przeczytaj, co jeszcze można usłyszeć w pociągu.

Advertisements