Ciekawostki o wczasach we wczesnej PRL

Szlafroki wciąż modne! Nosi je nawet prezydent Bierut. Choć podobno się tego wstydził i kazał retuszować zdjęcia.

Szlafroki modne jak w dwudziestoleciu międzywojennym! Nosił je nawet prezydent Bierut (na zdjęciu).
Choć podobno się tego wstydził i kazał retuszować fotografie.

Największą ciekawostką na temat wczasów w latach 40. i 50. jest fakt, że tak dużo osób wracało z nich cało i zdrowo. Dlaczego?

1. Dojazd na wczasy – byłbyś w stanie w ekspresowym tempie wrzucić do pociągu rodzinę i bagaż przez okno, a potem sam zająć miejsce bez połamania rąk i nóg? Pociągów i autobusów było tak mało, a chętnych na podróż tak dużo, że bez odpowiedniej strategii i kondycji fizycznej, szanse na zajęcie miejsca (nawet stojącego) były marne.

2. Personel ośrodków wczasowych – ogromna rotacja nie była wcale największym problemem. W sprawozdaniu z 1953 roku czytamy: „Liczni chorzy, w tym duży procent chorych na gruźlicę, starają się za wszelka cenę o zatrudnienie w Ośrodkach FWP, myśląc o potrzebie leczenia się. […] Ośrodki FWP znajdują się pod stałym naciskiem o zatrudnienie tych czy innych chorych ze strony nadzorujących je instytucji i organizacji.” Cóż tam, zagrożenie epidemiologiczne!

3. Warunki – były zróżnicowane. Zdarzały się piętrowe łóżka z gołymi siennikami i menażki w roli zastawy stołowej. Jeszcze w 1956 roku w 80% nadmorskich kurortów brakowało skanalizowanych urządzeń sanitarnych. 25% budynków dla wczasowiczów było zagrzybionych. W dodatku, jedną piątą izb zajmował stale personel ośrodków. Wydawano nawet zarządzenia polecające zwrócić na cele wczasowe najlepsze pokoje i „przedmioty luksusowe”, które bezprawnie „wypożyczali” pracownicy.

To nie wszystko – jak wynika z raportów kontrolnych, studnie z wodą były oddalone zarówno od stołówek, jak i ustępów. W wielu kuchniach nie było lodówek, mało ośrodków dysponowało pralnią. Kiedy dodamy do tego problemy z zaopatrzeniem, nie powinno dziwić, że na stoły trafiało nieświeże, wręcz cuchnące jedzenie, a wczasowicze musieli obejść się bez czystej, albo jakiejkolwiek bielizny pościelowej.

4. Rozrywki – te czekały już od momentu przyjazdu – „na pierwszych zebraniach wieczornych należy nauczyć wczasowiczów kilku pieśni, które przyczynią się do ożywienia późniejszych zbiorczych wycieczek” (cytat za D. Jarosz, „Masy pracujące przede wszystkim”). Ośrodki miały biblioteki a niektóre nawet radiowęzły, w których nadawały własne audycje. Można było w nich wysłuchać rozmów z przodownikami pracy czy naukowcami. W latach 60. w domach wypoczynkowych pojawiły się też telewizory. Paweł Sowiński w książce „Wakacje w Polsce Ludowej. Polityka władz i ruch turystyczny (1945-1989)” pisze, że jeszcze wtedy na stanie świetlicy ośrodka FWP w Mierkach obok akordeonu i szachów były też tak umilające czas przedmioty, jak granaty ćwiczebne.

5. Kaowiec – czyli instruktor kulturalno-oświatowy. Jak podaje Paweł Sowiński, tylko 10% kaowców legitymowało się wykształceniem licealnym a aż 60% „co najwyżej podstawowym”, które trzeba było uzupełniać „z powodu niedostatecznej umiejętności czytania i pisania”.

6. Robotnik na wczasach, rodzina w domu – w latach 50. dominowały skierowania pojedyncze. Wczasy dla matek z dziećmi lub całych rodziny były wtedy marginesem, mimo że cieszyły się powodzeniem. Władza była zdania, że „problemu rodzin nie da się rozwiązać, bo nigdzie na świecie do domów wypoczynkowych nie kieruje się pracowników z dziećmi”. Dlatego robotnicy rozwiązywali problem na własną rękę – często zabierali rodziny na wczasy mimo braku skierowania, żądali dostawek, albo spali w jednym łóżku. Oczywiście mało kto uiszczał z tego powodu dodatkową opłatę za nadprogramowych wczasowiczów.

7. Inne problemy – rozmaitej natury. Wybrałam dla Ciebie dwa wycinki prasowe z 1952 r. (za: Wojciech Fułek, Roman Stinzing-Wojnarowski, „Kurort w cieniu PRL-u. Sopot 1945-1989”):

1952 r.: „Smutny los wstydliwych białogłów! Niektóre przedstawicielki płci nadobnej przedkładają ponad plażowanie w kostiumach, opalanie się w stroju „Ewy”. Dla osób tych przeznaczone jest solarium, gdzie mogą zażywać upragnionych 100% kąpieli słonecznych. Niestety! Solarium takie w Sopocie przy południowej plaży pozbawione jest elementarnego wyposażenia, bo okalający je płotek jest za niski, że każdy „wysoki” plażowicz może obserwować wnętrze solarium. No a z pomostu przy kabinach – widać je całe jak na dłoni. – Prosimy o interwencję. Plażowiczki w stroju Ewy.”

1952 r. „wczasowicze donoszą o braku płatków owsianych w Sopocie i pytają, czy muszą jechać do Gdyni lub Gdańska po płatki owsiane!? O dystrybucjo, dlaczego omijasz z płatkami owsianymi Sopot!?”

Mimo wszystko dla wielu osób takie wczasy były przygodą życia.  Świadczą o tym relacje robotników, którzy dzięki FWP pierwszy raz wyjechali na urlop (za Paweł Sowiński, „Wakacje w Polsce Ludowej. Polityka władz i ruch turystyczny (1945-1989)”:

„Przedstawiłem sobie góry jako kupę piasku i myślałem, że wlezę na to i poskaczę. Nigdy gór nie widziałem, nawet w książce. Jak jechałem wieczorem i widziałem, to myślałem, że to chmury.”

„O pani! Jaki piękny jest świat! Ja tu tak wypoczywam! […] Ja pani powiem szczerze: dla nas pracujących to tutaj jest raj […] moja praca jest bardzo ciężka. Osiem godzin przy kuchni, to można zdrowie stracić […]. Bardzo mi się podoba, że teraz robotnik może mieszkać w takich ładnych pensjonatach, co wyglądają jak pałace z bajki.”

Korzystałam z książek:

Dariusz Jarosz, „Masy pracujące przede wszystkim”. Organizacja wypoczynku w Polsce 1945-1956″, Warszawa-Kielce 2003.

Paweł Sowiński, „Wakacje w Polsce Ludowej. Polityka władz i ruch turystyczny (1945-1989)”, Warszawa 2005

Wojciech Fułek, Roman Stinzing-Wojnarowski, „Kurort w cieniu PRL-u. Sopot 1945-1989”, Gdańsk 2007

Advertisements