„Groźne jak barszcz” – czyli dobre rady przed urlopem

Bez tytułu

Lubię humor. Dlatego namiętnie czytam poradnikowe artykuły. Ostatnio w „Wysokich Obcasach”.
Przeczytaj jak wyposażyć wakacyjną apteczkę, odchudzić wyjazdową kosmetyczkę i umiejętnie prasować.

Artykuł „Groźne jak barszcz” („WO”, 29 czerwca 2013 r.) zaczyna się przestrogą: „(…) nigdy nie wiadomo, czy przydarzy się im [dzieciom] tylko stłuczenie, na które pomoże naklejenie plastra z piratami, czy ostra reakcja alergiczna na ukąszenie owada, której nie zaradzimy bez leków.” Hmmm – myślę sobie. – hmmm. Ale nie czepiam się. Może rzeczywiście na stłuczenie lepszy niż altacet jest plaster z piratem? Za moich czasów kolorowych plasterków nie było i pewnie dlatego mama na stłuczenia musiała mi robić okłady. Nie chciałabym też, żeby silną reakcję alergiczną, np. na ukąszenie owada, ktoś próbował mi załagodzić tabletką z loratadyną i maścią przeciwhistaminową, o której piszą dalej w artykule. Na własnej skórze przekonałam się kiedyś, że w takim przypadku dają one tyle, co zjedzenie landrynki. Nie mówiąc o tym, że alergicy w sezonie zazwyczaj i tak przyjmują je codziennie. Na szczęście nie każdy będzie potrzebował zastrzyku z adrenaliny na urlopie. – pocieszam się.

Kto ma dzieci nie powinien jednak ruszać się na wakacje bez syropu przeciwwymiotnego zapisanego przez lekarza. „Dzieci uwielbiają objadać się słodyczami i słonymi „zapychaczami”. Kończy się to zwykle bólem brzucha i wymiotami.” – przekonuje w tym samym tekście dziennikarka Glamour, Joanna Winiarska. Nie mam dzieci, więc chyba się nie znam. Mało tego, może też w ogóle nie nadaję się na matkę, bo wolałabym raczej ograniczyć dzieciom ilość pochłanianych fast foodów, niż wypychać sobie bagaż syropkami i rujnować się najpierw na śmieciowe jedzenie a potem na leki. Koszmar, co? – Nie dość, że wygodna, to jeszcze skąpa ta Wygodna!

Ale, ale – następny artykuł w „WO” z 29 czerwca 2013 r., „Wysoka stawka”, zawiera rady właśnie dla wygodnych, którzy nie chcą się męczyć z powodu problemów ze stawami. Jak powinnam więc postępować? „Prasuj z jedną nogą wspartą na niskim stołeczku.” Hmmmm. Dlaczego jedną? – zastanawiam się. Znów wychodzi na jaw moje wygodnictwo. Jeśli już mam podstawić sobie podnóżek, mogę chyba położyć na nim obie nogi? Czy jednak nie? Ratunku!

Na szczęście mam i najnowsze wydanie „WO” (13 lipca 2013 r.) – przestaję więc martwić się o stawy i czytam. W dziele „Uroda na urlopie” jest tekst „Na pokuszenie”. Oto lid: „Spakować balsam po opalaniu, krem przyspieszający opaleniznę, odświeżającą mgiełkę? Czego nie potrzebujesz na urlopie”. Wprawdzie nigdy jeszcze nie miałam przyspieszacza opalania a jedyna odświeżająca mgiełka w moim życiu przeterminowała się niezużyta, ale czytam dalej, bo kto by nie chciał odchudzić bagażu? Dr Małgorzata Maj radzi „bym w tym roku oprócz szamponu i odżywki z filtrami UV zabrała także nawilżająco-odżywczą maseczkę oraz spray chroniący przed promieniami UV.” To już wolę moje odchudzanie kosmetyczki z efektem jo-jo. Tradycyjnie zapakuję tylko szampon, na miejscu najwyżej dokupię odżywkę. Maseczkę i spray od razu wyłączam z diety. Pani doktor dodaje jeszcze, żeby myć włosy od razu po wyjściu z wody. Czy to nie świetna informacja dla koncernów kosmetycznych? – Szampon do codziennego mycia już nie wystarczy – niezbędny jest taki do pielęgnacji co 3 godziny!

Strach się bać.

Advertisements