Dlaczego Polki nie rodzą? Dziecko się opłaca!

Źródło: wikipedia. '''En''': Perambulator, brand: Odder *'''Da''': Barnevogn af mærket Odder Date: 10. april, 2004. {{MaleneThyssenCredit}} Category:Babies Category:Vehicles

Źródło: Wikipedia. ”’En”’: Perambulator, brand: Odder *”’Da”’: Barnevogn af mærket Odder Date: 10. april, 2004. {{MaleneThyssenCredit}} Category:Babies Category:Vehicles

Państwo, przynajmniej werbalnie, namawia do macierzyństwa? Załóżmy, że dam się skusić i postaram się o dziecko.

Co zyskałoby dzięki temu państwo?

  • nowe miejsce pracy – zastępstwo na mój etat (wprawdzie tylko gdybym potrzebowała zwolnienia lekarskiego w ciąży, no i maks. do dnia porodu, bo mam umowę na krótki czas określony (to już czwarta w ciągu ostatniego półtora roku), więc macierzyński wypłacałby mi już ZUS, a nie pracodawca, ale dobre i to),
  • rozwój przedsiębiorczości – biorąc pod uwagę, jak trudno było mi znaleźć jakikolwiek etat bez dziecka, po macierzyńskim trafiłabym pewnie do pośredniaka i opieki społecznej. Po kilku latach bezrobocia załapałabym się może w końcu na kurs bukieciarstwa czy manicure. Firmy szkoleniowe, by się ucieszyły – w końcu klient „opłacony” z Funduszu Pracy, to łatwy pieniądz.
  • raczej nie pchałabym się do kolejki do żłobka, czy przedszkola – po co, skoro i tak będę siedziała w domu?
  • i jeszcze więcej miejsc pracy – gdyby jakimś cudem, po macierzyńskim, udało mi się znaleźć pracę lub założyć firmę, może moja mama poszłaby na groszową, wcześniejsza emeryturę zwalniając kolejne miejsce pracy, żeby zająć się dzieckiem? W końcu na opiekunkę by mnie raczej nie było stać – z czegoś trzeba płacić za wynajem mieszkania.

Co zyskałoby społeczeństwo?

  • nie zajmowałabym miejsca w porannych i popołudniowych pociągach i autobusach – gdybym nie miała pracy, do której trzeba dojeżdżać;
  • mogłabym chodzić do lekarzy w najmniej popularnych godzinach, a nie jak teraz, przed lub po pracy, kiedy są największe kolejki. Przepuszczałabym też babcie, którym się spieszy;
  • może moje dziecko, dzięki jakimś programom wyrównywania szans, za kilkanaście lat znalazłoby jednak pracę i zaczęło płacić podatki? Kto wie, podobno cuda się zdarzają.

Co zyskałabym ja, poza dzieckiem oczywiście?

  • gdybym urodziła kilkoro dzieci, może dostałabym w końcu mieszkanie komunalne
    i nie musiała gnieździć się w klitce rodziców, do tego becikowe, zasiłki, wyprawki itp?
  • może nauczyłabym się czegoś nowego na kursach dla bezrobotnych
  • a może wreszcie, wkurzona sytuacją w Polsce, zmobilizowałabym się do poszukania szczęścia za granicą? I żyła jak człowiek? 😉
Reklamy