Ciekawostki o wakacjach nad Bałtykiem w latach 30.

okładka Jurata

Z tęsknoty za wakacjami przeczytałam właśnie książkę Małgorzaty Abramowicz Jurata kurort z niczego. Zdziwiłam się.

Po pierwsze, w latach 30. na Helu wcale nie było spokojniej niż dziś. Podobnie jak dziś głośniki huczały nie tylko na deptaku, ale i na plaży. tyle, że wtedy zamiast szumu morza słyszało się „Umówiłem się z nią na dziewiątą” i inne polskie przeboje a nie zagraniczny pop wzbogacony słowami instruktorki aerobiku: raz, dwa, do przodu.

Za wypoczynek trzeba było słono płacić. Wysoka była też taksa „klimatyczna”. Co ciekawe, zwolnieni z niej byli nie najbiedniejsi, ale raczej ci bogatsi: lekarze, ich żony i dzieci, dziennikarze, malarze-maryniści. Zniżki przysługiwały m.in. wojskowym i urzędnikom państwowym.

W przedwojennej Juracie nie można było budować byle jak. Kto nie zdążył otynkować willi przed sezonem musiał płacić karę (ew. trafiał do aresztu). Kontrole były surowe, ale urzędnicy ludzcy – po złożeniu wyjaśnień niektórzy nieszczęśnicy mogli liczyć na krótkie przedłużenie terminu wykończenia budynku.

Reklama kłamie: wiecie jak producent kremu NIVEA zachęcał przed wojną do jego zakupu? Skóra wzmocniona NIVEĄ jest odporniejsza i nie ulega tak łatwo oparzeniu słonecznemu, a pozatem nabiera zdrowego i ogorzałego wyglądu nawet podczas kąpieli w pochmurne dni. Nadto będziemy podczas chłodniejszych dni odporniejsi na zaziębienie. (Pisownia oryginalna). Pewnie za kilkadziesiąt lat wnuki wyśmieją naszą wiarę w przeciwprzeziębieniowe działanie łykanych przez nas tonami suplementów i witamin.

Według obserwacji chłopca, który co rok spędzał w Juracie całe lato, pociągi dalekobieżne spóźniały się maksymalnie 2 minuty. To nimi dowożono do kiosku świeżą prasę. Wracając z wakacji nie trzeba było się też kłopotać bagażem – duże pakunki (często zabierano nie tylko ubrania na 2 miesiące, ale i pościel, sprzęty kuchenne czy zastawę) nadawało się bezproblemowo, jak dziś na lotniskach.

W niemal każdej willi, która była budowana w Juracie w latach 30., kiedy w środku lasu założono kurort, była służbówka. Z relacji zawartych w książce wynika, że osoby pracujące (adwokaci, lekarze) spędzały nad morzem miesiąc, a ich rodziny 2, 3 lub nawet 4! Przy czym na wakacje w Juracie już wtedy stać było tylko tych najbogatszych.

Osoby, które wolały wypoczywać w hotelu lub pensjonacie, a nie we we własnej willi nie musiały się przejmować dziećmi. Dla tych było przeznaczone specjalne skrzydło kolonijne. Oczywiście dzieci mogły się kontaktować z rodzicami „o każdej porze”, ale spały oddzielnie pod opieką wychowawców.

Dla zmarzluchów powstał specjalny basen z podgrzewaną morską wodą. Najelegantszym wówczas w Juracie hotelem był Lido. Dziś trudno się zorientować, że budynek to modernistyczna perełka – wygląda jak zwykły blok.

Za wjazd samochodem na półwysep helski trzeba było za każdym razem płacić. Dróżnicy wpuszczali tylko samochody osobowe i motocykle. Droga była za wąska dla większych.

Najbardziej ambarasuje mnie dlaczego zniknął z rynku „pończochron”? Ten genialny wynalazek, jak przekonuje reklama chroni pończochy i skarpetki od darcia, cerowania; ułatwia chodzenie, zapobiega poceniu nóg i dezynfekuje nogi; nie brudzi pończoch i konserwuje obuwie; zaoszczędza 4-5 par pończoch jedną parą i jest środkiem pierwszej potrzeby. Żądać w aptekach, składach aptecznych, sklepach perfumeryjno-kosmetycznych, mydlarniach i t. p.

Zdecydowanie polecam Wam Juratę kurort z niczego. Zwłaszcza jeśli wybieracie się na urlop na Hel. Albo jeśli na razie nie wybieracie się nigdzie i chcecie chociaż poczytać o wakacjach.

Reklamy