Mister Warszawy. Architektura mieszkaniowa lat 60. XX wieku.

okładka mister

To świetny pomysł na prezent urodzinowy – ja jestem nim zachwycona. Książka nie jest może idealna, ale świetnie się ją czyta i dużo można się z niej dowiedzieć.

Wiecie, że bloki przy ul. Miodowej i Długiej (to okolice warszawskiej Starówki) oryginalnie nie były wcale malowane na kolory „piaskowo-kamienno-ziemne”, jak dziś? Z książki dowiedziałam się, że ich ściany były utrzymane w kolorach szarym (częściowo wyłożone szarą cegłą) i białym, stropy loggi pomalowano kolorowo wysyconymi odcieniami czerwieni, żółci i błękitu (w każdym domu w innym kolorze); stolarka (prócz skrzydeł okiennych) miała kolor czarny. Kompozycja jednoznacznie odnosiła się do abstrakcyjnego malarstwa geometrycznego De Stijl i jego twórcy Pieta Mondriana.

Chyba jeszcze ciekawsze są dzieje projektu osiedla Za Żelazną Bramą. Według pierwotnych planów osiedle miało pomieścić od 10 000 do 15 000 mieszkańców, a budynki mieć od 5 do 11 kondygnacji. Ostatecznie powstały jednak wyłącznie budynki 16 kondygnacyjne przeznaczone dla 25 000 mieszkańców. Tak na marginesie – maksymalna wysokość budynków według normatywu wynosiła wtedy 11 kondygnacji. Również tereny wokół bloków praktycznie wcale nie przypominają pierwotnych projektów (beton zamiast zieleni itd.). Architektom udało się za to wywalczyć kuchnie i łazienki przy mieszkaniach – władze chciały, żeby dla oszczędności jeden węzeł sanitarny przypadał na kilka a nawet kilkanaście lokali. Wbrew pozorom bloki nie są identyczne – w tych wcześniejszych mieszkania mają po 27,40 lub 39,50 m². W nowszych 48 lub 57,50 m², przy czym te większe mają kuchnie z oknem (pozostałe – „ślepe”). Zmianę układu lokali uniemożliwia technologia – bloki były „wylewane” jak bunkry. A to nie wszystkie ciekawostki.

Osiedlem, które miało więcej szczęścia niż to Za Żelazna Bramą, były Sady Żoliborskiej Haliny Skibniewskiej. Warto pojechać tam na spacer – ja lubię łączyć wizyty na osiedlu z surówką w barze mlecznym „Sady”. Osiedle ma ludzką skalę, bloczki są ładne i toną w zieleni. Projektantka Sadów Żoliborskich była przekonana, że […] poza zwykłymi obiektami sportowymi dzieci w wieku 10-14 lat muszą mieć obszar służący temu, żeby mogły przeżyć na nim „coś ciekawego”. Architekt powinien kształtować te miejsca, tworząc specjalne uskoki terenu, szałasy, schronienia, a także pozostawić specjalnie tworzywo do majsterkowania – różnego rodzaju materiały, półfabrykaty, deski. Tereny takie miałyby wyglądać dziko i zachęcać do własnej ingerencji w zastaną przestrzeń: „Chodzi o to, by dzieci same budowały, tworzyły. Musimy znaleźć taki teren przygodowy, gdzie dzieci nie będą czuły nad sobą natrętnej opieki”. Nie wahałabym się, gdybym dostała do wyboru mieszkanie na Sadach I, albo w nowym apartamentowcu z widokiem na okna sąsiadów i łysy, wygrodzony plac zabaw.

Moim zdaniem zdjęcia osiedla w Misterze nie oddają w pełni jego uroku. Wprawdzie modernistyczna architektura świetnie prezentuje się na czarno-białych fotografiach, no i z takimi książka wygląda elegancko, jednak brakowało mi też kolorowych obrazków. Zwłaszcza kiedy czytałam o ciekawej kolorystyce elewacji. Rozumiem, że w wielu przypadkach problemem był brak odpowiednich fotografii, jednak dla mnie to minus publikacji. Drugą wadą jest słabe opisanie rysunków i planów architektonicznych ilustrujących teksty. Osoby bez wykształcenia architektonicznego, zwłaszcza te, które nie były na opisywanych osiedlach, mogą mieć problem ze skorzystaniem z rysunków. No i znowu – wyraźna legenda od autora pewnie wpłynęłaby negatywnie na efekt wizualny, jednak np. mi pomogłaby w zrozumieniu. W układzie graficznym podoba mi się jednak zlokalizowanie przypisów na marginesach. Gdyby zostały wyeksportowane na koniec książki czy rozdziału pewnie bym je zignorowała, a tak sporo się dowiedziałam i stworzyłam listę książek i artykułów, które zamierzam przeczytać.

Zdecydowanie polecam Wam lekturę Mistera Warszawy!

Mister Warszawy. Architektura mieszkaniowa lat 60. XX wieku, red. Łukasz Gorczyca i Marek Czapelski, Opracowanie części albumowej Karolina Andrzejewska, wydawnictwo Raster, Warszawa 2012

Cytaty pochodzą ze stron 67 i 51.

Reklamy