Holandia jest przereklamowana?

Hotel w Zaandam k. Amsterdamu. Obok stoi Ratusz utrzymany w podobnej stylistyce.

Hotel w Zaandam k. Amsterdamu. Obok stoi Ratusz utrzymany w podobnym stylu.

Narzekasz na życie w Polsce? Proponuję odmianę – ponarzekajmy na Holandię.

Od czego by zacząć? Rowery mamy załatwione, to może teraz holenderskie koleje?

Kupujemy bilet. Mamy do wyboru kasy i automaty. Idziemy do kasy. Kolejka i niespodzianka – do każdego biletu, nawet tego, który kosztuje dwa euro, musimy dopłacić 50 centów. Przenosimy się do automatu. Dla odmiany, kolejka i niespodzianka. W automatach można płacić kartą (wydana przez holenderski bank, bądź czymś w rodzaju karty miejskiej), a w nielicznych dodatkowo monetami. Bilet z Eindhoven (lotnisko) do Amsterdamu kosztuje ok. 18 euro. Potrzebujemy dwa, czyli worek bilonu.

Dizajn w kolejach Holenderskich. To nie wszystkie typy uchwytów z nowych pociągów typu Sprinter. Masz pomysł co artysta miał na myśli?

Dizajn w kolejach Holenderskich. To tylko niektóre typy uchwytów z nowych pociągów typu Sprinter. Masz pomysł co artysta miał na myśli?

Wsiadamy do pociągu. Wnętrze piętrowego Intercity przypomina berlińską U-bahn. Jest tak samo pomazane pseudo-grafitti a siedzenia pokrywa cerata. W łazience swojskie klimaty – nie ma wody, jest brud i dziura do podziwiania torów, jak w PKP. Nie narzekamy jednak, pociąg jest przynajmniej punktualny. O tym, że zbliża się nasza podamsterdamska stacja dowiadujemy się od współpasażerki, wszystkie zapowiedzi w pociągu i na dworcach są tylko po niderlandzku (wyjątkiem są pociągi międzynarodowe).

Dzień po Święcie Króla.

Dzień po Święcie Króla.

Ten sam dostawca trawy w rolkach na na naszym Stadionie Narodowym? Święto Króla, nad kanałem w centrum Amsterdamu.

Ten sam dostawca trawy w rolkach co na na naszym Stadionie Narodowym? Święto Króla, nad kanałem w centrum Amsterdamu.

Idziemy zwiedzać Amsterdam – na ulicach tłumy i syf. Wygląda na to, że służby sprzątające odsypiają Święto Królowej/Króla przez dwa dni. Gołębie beztrosko bezczeszczą monument upamiętniający prześladowanych gejów i lesbijki. W muzeach (Rijks oraz Van Gogha) i przed nimi kilometrowe kolejki. Na początek wybieram najkrótszą – do damskiej toalety. Kiedy ok. godz. 17, po 20 minutach wychodzę z eleganckiego przybytku dowiaduję się, że mój wybór był trafny – muzeum właśnie jest zamykane, więc w żadnej innej niczego bym się nie doczekała.

Dwa dni po Święcie Króla - gdzieś w centrum Amsterdamu

Dwa dni po Święcie Króla – gdzieś w centrum Amsterdamu

Czas na małe co nieco? Długo szukamy prawdziwych frytek. W supermarketach nie możemy też wyśledzić działów bezglutenowych. W końcu się udaje – w Albercie Heijnie są zlokalizowane przy kosmetykach i lekach. Wybór jest słaby a w sklepach nie można płacić Visą itp. Mam tego dość. Na szczęście jest sporo produktów z koziego mleka (są tańsze niż u nas), więc alergikom nie jest tak źle. W budach z rybami można zjeść śledzika bez bułki, a nie jak w Niemczech same Fischbroetcheny. Dookoła pełno przykładów dobrej architektury. Boskie barki.

Plac zabaw na barce.

Plac zabaw na barce.

Kąpiel pod gwiazdami? Łazienka na amsterdamskiej barce.

Kąpiel pod gwiazdami? Łazienka na amsterdamskiej barce.

Furtka na barkę.

Furtka na barkę.

A dla fanów piękna, kiczu, brzydoty i czego tam jeszcze, mieszkańcy małych domków i biznesów układają na parapetach „wystawki”. Niestety, za wystawką najczęściej wiszą firanki, zasłonki albo inne rolety – nie zajrzymy już do wnętrza mieszkania jak kiedyś.

Nie odmówisz sobie manikiuru, prawda?

Nie odmówisz sobie manikiuru, prawda?

Podsumowując – Holandia wydaje się rajem dla Polaków. Niby zupełnie inna, ale czasem można się jednak poczuć jak u siebie. Przynajmniej zawsze jest na co ponarzekać. A to wieje, a to pada deszcz, a to lekarz na wszystko ordynuje paracetamol (to dla nas też dobra wiadomość – w końcu jesteśmy podobno jednymi z największych zjadaczy przeciwbólowców na świecie). No i w ogóle. A to jeszcze nie wszystko: przeczytajcie koniecznie Kajetana Obarskiego i Igora od Morświna.

Yellow submarine. Gdzieś w Amsterdamie.

Yellow submarine. Gdzieś w Amsterdamie.

To się nazywa format kieszonkowy! A może jednak w Holandii jest dużo wygodniej niż w Polsce?

To się nazywa format kieszonkowy! A może jednak w Holandii jest dużo wygodniej niż w Polsce?

Advertisements