Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości.

To kolejna mocna książka Swietłany Aleksijewicz. Czyta się ją koszmarnie – jest wciągająca i wstrząsająca. Podczas lektury na zmianę chciało mi się płakać z żalu i krzyczeć z wściekłości i oburzenia. Przeżywałam ją, mimo że przecież od dawna wiedziałam o zbrodniach ZSRR.

Myślę, że książka Aleksijewicz wywarła na mnie tak silne wrażenie, ponieważ przedstawia katastrofę za pośrednictwem osób, na których życie wywarła największy wpływ. Są wśród nich byli pracownicy elektrowni, „likwidatorzy”, czyli „ochotnicy” wysłani do „sprzątania” po katastrofie, mieszkańcy skażonych terenów i rodziny wszystkich wyżej wymienionych. Co ciekawe Aleksijewicz przytacza relacje zarówno osób, które mieszkały w Czarnobylu i okolicach w momencie awarii, jak i tych, którzy zamieszkali tam już po skażeniu. Prostych pracowników kołchozów, inżynierów i wybitnych profesorów.

Tak naprawdę jest to książka o człowieku. Wydaje mi się, że wcale nie wyłącznie o homo sovieticus, a już na pewno nie tylko o samym systemie. Bo czy tylko w warunkach radzieckich chciwość, lenistwo i głupota zwyciężają rozsądek? Czy w demokracji nie znaleźliby się tacy, dla których najważniejszy byłby awans, pieniądze lub wizerunek? Albo tacy, którzy wierzą w swoją „szczęśliwą gwiazdę”, która uchroni ich od najgorszych nieszczęść i chorób? Myślę, że nie tylko w byłym ZSRR byli ludzie, których sytuacja życiowa i materialna jest tak beznadziejna, że mogą ryzykować życiem, „bo co to jest za życie?”. Zapewne w wysoko rozwiniętych państwach nie brakuje też takich, którzy wzbogacają się cudzym kosztem, nie myśląc zupełnie o konsekwencjach dla innych.

Bohaterowie relacji radzą sobie z katastrofą i jej skutkami jak mogą. Niektórzy racjonalizują, inni opowiadają kawały i anegdoty związane z Czarnobylem. Na przykład: babcia zachwala na rynku swój towar: piękne jabłka, czarnobylskie! Życzliwy człowiek radzi jej, żeby nie mówiła skąd pochodzą, bo przecież nic nie sprzeda. A ona na to, że przeciwnie, takiego ruchu jak teraz nie miała nigdy, każdy bierze. A to dla teściowej, a to dla szefa… Nie brakuje też osób, które ratują swoją psychikę wiarą w komunizm, naród oraz dumą.

 […] Nasz system, w sumie wojenny, w sytuacjach nadzwyczajnych działa doskonale. Wreszcie człowiek jest tam wolny i niezbędny. Wolność! W takich chwilach Rosjanin pokazuje, jaki jest wielki! Wyjątkowy! Nigdy nie będziemy Holendrami czy Niemcami. I nie będzie u nas ani porządnego asfaltu, ani zadbanych trawników. Ale bohaterowie zawsze się znajdą!

Niektóre opowieści są dużo bardziej makabryczne niż w najgorszych horrorach. Niewyobrażalne cierpienie. Straszne m.in. przez to, że można go było uniknąć. Gdyby nie oszustwa, że nic się nie stało, gdyby nie lekceważenie środków ochronnych, nieprzestrzeganie zasad… Odkąd podczas remontu mieszkania, spomiędzy azbestowych płyt wstawionych między oknami, wyjęliśmy szmaty i śmieci zamiast izolacji, nie miałam złudzeń co do jakości socjalistycznego budownictwa. Opis bałaganu i nadużyć z Czarnobyla przekracza jednak wszelkie możliwe wyobrażenia.

Grozę  budzą relacje o tym jak „likwidowano” skażenia. Z jednej strony z wielu wsi i miasteczek wysiedlano ludzi, a z drugiej strony całkiem oficjalnie na rynek trafiały płody rolne i produkty ze skażonej strefy. W trosce o nerwy socjalistycznych konsumentów zdejmowano co najwyżej etykiety informujące o pochodzeniu towaru. Kanałami nieoficjalnymi państwa „naszego obozu” zalewały wszelkie możliwe sprzęty z Czarnobyla. Wszystko to co ludzie musieli pozostawić w domach i to co zostało „pogrzebane” w mogilnikach, rozpływało się w powietrzu, a może w wódce, którą szabrownicy przekupywali strzegących terenu żołnierzy? Jakie znaczenie ma więc fakt, że „oczyszczając” teren nie przestrzegano żadnych reguł, a ze śmiercionośnym zagrożeniem walczono za pomocą łopaty (takie zadanie dostawali m.in. chemicy i fizycy, którzy na ochotnika zgłaszali się do pomocy).

Zdecydowanie polecam lekturę książki („Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” tej samej autorki też jest dobra). Radzę jednak nie brać się za nią podczas długiego weekendu.

Reklamy