Bez wódki nie razbieriosz

plastry

Kiedy w sklepach pojawiają się moskitiery i siatki chroniące przed alergizującymi pyłkami, a czasopisma namawiają do wiosennych zmiany wystroju wnętrza, moją rodzinę, znajomych i mnie ogarnia głupawka. Ja przypominam sobie chwile mąk i grozy a oni maila, którego do nich wysmarowałam (to był pierwszy miesiąc stypendium w Greifswaldzie i pierwszy weekend tam, który zamierzałam przeżyć, jak pan Bóg przykazał, nie przemęczając się i nie szalejąc). Oto mail:

Zawsze planuję spokojne dni, ale w jakiś niepojęty sposób, nigdy nic
> > z tego nie wychodzi. Rzeczywiście, okazało się, że mam alergię i muszę
> > się pozbyć starej, brudnej wykładziny, która leżała w moim pokoju. No i
> > w piątek się jej pozbyłam… Przy okazji pozbyłam się też dwóch par
> > nożyczek (jedne były moje). Hausmeister pozwolił mi wyrzucić wykładzinę,
> > tylko pod warunkiem, że ją potnę na małe kawałki – więc o 7 rano
> > zaczęłam ciąć… Tzn. nie, najpierw zaczęłam ją odklejać, co oczywiście
> > również nie było tak łatwe jak sobie wcześniej wyobrażałam. Najpierw
> > poszły moje nożyczki, potem moje palce (zrobiły mi się okropne, bolesne
> > bąble – jak po dniu intensywnego wiosłowania). „Wezwałam” na pomoc kolegę,
> > popsuły się drugie nożyczki, ale co tam – dywan zniknął. Koledze
> > niestety też zrobiły się pęcherze… Jednak dzięki temu na wieczornej
> > imprezie nie byłam jedyną osobą, która zwracała na siebie uwagę
> > kompletnie oplastrowanymi dłońmi.
> > Potem ledwo wróciłam z tymi rękami do domu (jeżdżę tu na rowerze, a  nie
> > potrafię zupełnie bez trzymanki) i postanowiłam w sobotę nic nie robić, odpocząć,
> > pozwolić im się wygoić i ogólnie leniuchować. Ale w sobotę…
> > oczywiście, znowu mnie coś podkusiło i wzięłam się za instalowanie
> > moskitiery w oknie. Wszystko dokładnie przykleiłam docisnęłam i…
> > zadowolona chciałam zamknąć okno. Tylko, że wtedy okazało się, że jest
> > to niemożliwe! Przykleiłam taśmy nie w tym miejscu co
> > trzeba… Doprawdy, powinnam chyba założyć firmę remontową z moim
> > talentem! Ponieważ przyszedł wieczór i zrobiło się okropnie zimno
> > (strasznie tu wieje od morza), zaczęłam odklejać tę taśmę. Żeby tylko
> > zamknąć okno! Tylko, że ona się odkleić nie chciała. A raczej odkleiła
> > się jedna warstwa, a wierzchnia, klejąca została! I wtedy dopiero zrobił
> > się dramat (i nie ma tu wcale na myśli moich rąk, które wyglądają,
> > jakbym była ofiarą jakiegoś kataklizmu). Wiatr wiał coraz mocniej, a ja
> > zorientowałam się, że teraz okno się co prawda zamknie, ale już nie
> > otworzy – klej okazał się naprawdę znakomity. O rany, co ja z tym
> > wszystkim miałam… Rzuciłam się na poszukiwanie czegoś, co pomoże mi to
> > usunąć.
> > Teraz mi się chce śmiać – po pierwsze, pokaż mi jakiś polski akademik,
> > gdzie w żadnym z 4 osobowych mieszkań w całej klatce schodowej, nikt z
> > obecnych nie ma spirytusu, ani wódki – w dwóch zaproponowali mi piwo, w
> > 3 wino ( u nas i w 2 innych nie było żadnego alkoholu). Jak mówiłam o
> > środkach dezynfekcyjnych przynosili mi różne maści, zmywacze do paznokci
> > – bezacetonowe… Cholerna cywilizacja, kultura, kraj wysokorozwinięty!
> > Aż nareszcie, Czeszka z ostatniego piętra miała środek dezynfekcyjny
> > z alkoholem (co prawda w spreju, ale lepsze to niż maść na wazelinie).
> > No i ten środek w połączeniu ze skrobaniem najprostszym nożem kuchennym
> > pomógł. Zawsze byłam zdania, że cywilizacja nas zgubi… Chociaż z
> > drugiej strony, muszę przyznać, że okno mam pierwszej jakości –
> > skrobałam, skrobałam i ani drewniane części, ani plastik się nie
> > podrapały, w jednym miejscu odrobinkę farba odeszła (ciii), ale to
> > średnica może 3 mm. Czułam się trochę jak pracownik ośrodka badającego
> > jakość – Stiftung Warentest!
> > 🙂 Chyba po stypendium (żeby mi teraz z kaucji nie potrącili za
> > zniszczenie państwowego mienia!) napiszę artykuł do gazety… Które
> > płyny są do niczego, a które okna znakomite… I żeby wrócić do starego
> > dobrego spirytusu salicylowego. Nie mówiąc już o przysłowiu „na frasunek
> > dobry trunek!” A w ogóle to poznałam kilka nowych osób (mam nadzieję, że
> > nie będą mnie kojarzyć z poszukiwaniem spirytusu lub wódki) i stałam się
> > atrakcją dla połowy Greifswaldu – niewielu Niemców wracających z
> > sobotniej wycieczki może zobaczyć w oknie kogoś z rękami oklejonymi
> > plastrami, zażarcie skrobiącego futrynę… Pewnie myślą,
> > że taka pedantka, co dzień, nawet w święto pucuje…
> > O rany, przepraszam, za długość tego mejla. Strasznie się rozrósł, a i
> > tak nie oddaje ani grozy, ani komizmu sytuacji.

Reklamy