Splendor tkaniny w Zachęcie

Anna Buczkowska, Chwila nieuwagi, 1977, gobelin

Anna Buczkowska, Chwila nieuwagi, 1977, gobelin

Jak uzupełnisz wyrażenie: „polska szkoła …”? Gdyby ktoś zapytał mnie o to tydzień temu odruchowo powiedziałabym – „plakatu”. Kinomaniacy pewnie – „filmowa”. Kto powiedziałby o polskiej szkole tkaniny? Podobno wiele osób za granicą. A może i Ty po obejrzeniu wystawy w Zachęcie? Zastanawiasz się czy na nią iść? Nie zastanawiaj się!

Jest świetna. Chociaż moje pierwsze wrażenie było takie sobie. Na klatce schodowej wyłożonej niebiesko-szaro-białym dywanem (nic wielkiego) prezentowana jest suknia uszyta z krawatów. Nie powiem, ładna. No i pomysł niezły. Tyle, że podobne, choć krótsze cacko widziałam kiedyś w pruszkowskim lumpeksie. W Zachęcie chciałam zobaczyć coś więcej.

Czy zobaczyłam? Tak. Co? Najpierw genialne prace z lat 50. i 60., czyli to co zrobiło furorę na Biennale Tkaniny Artystycznej w Lozannie w 1962 roku. Miałam szczęście. Byłam w Zachęcie w czwartek, czyli w dniu, kiedy w cenie biletu (0 zł) było też spotkanie z Jolantą Owidzką i Wojciechem Sadleyem. Poznałam więc nie tylko prace, ale też ich historię i przede wszystkim twórców.

Jolanta Owidzka.

Jolanta Owidzka.

Pani Owidzka przybliżyła przypadek gobelinu z panoramą Warszawy. Zleceniodawcy, czyli inwestorzy Dworca Centralnego wyobrażali go sobie trochę inaczej niż ona. Miał być czerwono-biały i przedstawiać… godło państwowe. W końcu co innego powinno zawisnąć w dworcowym saloniku dla VIP-ów, czyli państwowych oficjeli? Szare granity na ścianach i podłodze i wielka czerwono-szara plama na ścianie pomieszczenia pozbawionego okien. Artystka nie chciała o tym nawet myśleć. ja też nie chcę sobie tego wizualizować. Wystarczy, że widziałam coś podobnego szukając mieszkania do wynajęcia – mały, niski pokój z ciemnoszarą wykładziną na podłodze, zastawiony dużą, szaroczarną meblościanką z przyległościami, czerwono-szarą wersalką i ozdobiony ciężkimi czerwonymi zasłonami z poliestrowego aksamitu. Inwestorzy jednak się upierali. Przekonał ich dopiero argument, że godło socjalistycznego państwa nie powinno wisieć przy schodach, w poczekalni. Zgodzili się na propozycję artystki. Panorama przez wiele lat była „oknem” na Warszawę dla ważnych i ważniejszych przyjezdnych. Zniknęła z dworca przy okazji remontu. „Staroć” został wyrwany ze ściany i rzucony na stertę gruzu. Uratowali go ludzie związani z Muzeum Kolejnictwa. Kto wie jak potoczą się teraz jego losy (Muzeum Kolejnictwa jest zagrożone likwidację).

Taki los dzieła sztuki. Zresztą artysty też nie najłatwiejszy. Gdyby twórcy nie dopłacali z własnej kieszeni do materiałów, z których robili gobeliny, może dziś nikt nie mówiłby o polskiej szkole tkaniny a komisje prestiżowych, międzynarodowych konkursów tkanin artystycznych nie byłyby zdominowane przez Polaków. Socjalistyczne państwo nie pokryło bowiem nawet pełnego kosztu materiałów potrzebnych do przygotowania dzieła wysyłanego na słynne biennale w 1962 roku. Co było dotowane, można zobaczyć w sali poświęconej PRL. Na pokrytych lamperią ścianach wiszą m.in. przykłady pięknej propagandy.

Nieśmiertelne lamperie i falowiec Julity Wójcik.

Nieśmiertelne lamperie i falowiec Julity Wójcik.

Dalej zobaczyć można współczesną sztukę tkaniny (albo nie do końca tkaniny, ale to zobaczysz sam(a)). Wystawę można zwiedzać do 19 maja, więc jest trochę czasu. Zdecydowanie polecam!

Monika Drożyńska, cykl Libretto, 2011

Monika Drożyńska, cykl Libretto, 2011

PS.:

Dowód na to ile wystawa może Ci dać, jeśli jesteś marketingowcem - czyżby twórca nowej reklamy inspirował się w Zachęcie? ;) Szkoda, że graficy i projektanci dywanów nie

Dowód na to ile wystawa może Ci dać, jeśli jesteś marketingowcem – czyżby twórca nowej reklamy zainspirował się w Zachęcie? 😉 Szkoda, że graficy i projektanci dywanów nie

Advertisements