Mój chłopiec, motor i ja

motor 001

Czyli o podróży na koniec świata bez goreteksu, polarów, i innych bajerów.

Kto tak podróżuje? Wbrew pozorom nie para biedaków, których nie stać na profesjonalny ekwipunek. Młodzi podróżnicy są zamożni, a ich rodziny bogate. Na pomysł samotnej motocyklowej podróży do Szanghaju wpadają jednak w połowie lat 30 XX w. Kupują znakomity motor i luksusowy wózek dla pasażera. Starannie kompletują bagaże. Nie mają jednak internetu (niewiarygodne, co?), gdzie mogliby sprawdzić, że zamiast sukni balowej i sandałków, warto byłoby zapakować futro. Nie mają kart kredytowych, z których można będzie skorzystać na trasie. Nie mają nawet komórki, z której będzie można zadzwonić po pomoc.

Owszem, rodzina o nich nie zapomina. W kryzysowej sytuacji wysyła pieniądze (po jakim okresie dochodzą do adresatów, przeczytajcie sami). Dobre pochodzenie i znajomość języków otwierają przed nimi drzwi u ludzi wpływowych w kolonijnym świecie.

Nie chronią jednak przed zarazami, głodem i zimnem. W pewnym momencie nasi podróżnicy zamiast fascynujących krajobrazów widzą i czują tylko błoto, brud i chłód. Miejscowi są może i mili, ale w oczy rzuca się głównie ich chciwość i natręctwo (jak można siedzieć komuś na głowie, wiedząc że jest wyczerpany i chory?) Śpią z chmarami robaków w zapleśniałym namiocie i chodzą w zapleśniałych ubraniach (z jazdą i motorem są, delikatnie mówiąc, spore problemy). Depresja odbiera im chyba więcej sił niż dżuma. A pod ręką, jak na złość, nie ma apteki pełnej prozaku, ani nawet sympatycznego psychoterapeuty.

Co byście zrobili na ich miejscu? Rzucili wszystko w diabły i zorganizowali natychmiastowy powrót do domu? Zostali w dżungli? Jechali dalej, żeby wycierpieć jeszcze więcej i mierzyć się z jeszcze gorszymi przeciwnościami? Ja bym zaparzyła dobrej herbaty, zagrzebała się w ciepłym polarku, spryskała odstraszającym insekty sprejem, okryła moskitierą i zaczęła czytać ulubioną powieść. A gdybym tak jak oni nie miała żadnej z tych rzeczy? No cóż… Może postępowałabym tak jak oni. Jak? Ha! Nic więcej nie zdradzę. Przeczytajcie sami: Halina Korolec-Bujakowska Mój chłopiec, motor i ja. Z Druskiennik do Szanghaju 1934-1936.

Reklamy