Czego słuchać w podróży? 18+

sluchawkiWybór jest spory – muzyka, radio, audiobooki. Czasem jednak wcale nie ma wyboru, bo największą siłę przebicia mają współpasażerowie.

Ostrzegam – tematy i słownictwo nie nadają się dla takich grzecznych dziewczynek, jak ja (dlatego o tym wszystkim napisałam – jak wynika ze słów autorek bestsellerów, pisanie to najlepsza forma terapii). Czytasz na swoją odpowiedzialność! Jeśli jesteś wrażliwy, lepiej poczytaj o czymś przyjemnym np. wycieczce do Milanówka, czy modernistycznych mydelniczkach.

Prawie (jak wiemy prawie robi dużą różnicę) pusty przedział KM ok. godz. 12, dzień powszedni. Tryb głośnomówiący (sic!):

– Tak Kochanie? – elegancka pani, wyglądająca na Dyrektorkę.

– Czemu k… nie odbierasz! Wydzwaniam do ciebie k… od godziny chyba. No ja pier… mam już tego dość!

– Ale kochanie, spokojnie, jechałam tunelem, może…

– A co mnie k… obchodzi czym ty k… jedziesz. Ch… możesz jechać.

– Ale spokojnie, ale co się stało?

– Co się k… stało, co się stało! No ten pojeb się znowu przyp…

– Ale kto, ale do czego?

– No k… święty Mikołaj!

– Ale uspokój się, proszę, spokojnie, mówisz o panu od matematyki?

– Jakiej k… matematyki, o tamtym ch… to mi się w ogóle nie chce myśleć. Od wuefu pier…

– Ale jak to od wuefu kochanie? Przecież ci załatwiłam zwolnienie? Przecież on nie ma prawa! Nie denerwuj się proszę, pamiętasz co mówiła pani doktor, ty jesteś zbyt delikatny żeby się denerwować!

– No ale się k… znowu przyp… że jaram na terenie szkoły! A to było na dworze i ch… mu k… do tego!

– Kochanie, uspokój się proszę!

– Jak mam się k… uspokoić! Mówiłem ci już dawno żebyś mnie zabrała z tej poj… szkoły.

– Ale kochanie, wiesz że ja dla ciebie zrobię wszystko, ale przecież musisz się uczyć, żabko!

– Ale tu się k… nie da uczyć! No jak mam się uczyć w takim stanie! No ja pier… ty nic nie rozumiesz.

– Rozumiem kochany, spokojnie. Postaraj się tym tak nie przejmować. No proszę, nie denerwuj się tak.

– Tylko jak mam to zrobić jak się tu k… do mnie wszyscy przyp… co chwila! I jeszcze ten ch… od wuefu! No wymyśl coś, jak jesteś taka mądra!

– Oj kochanie, no przecież wiesz, że jak bym tylko mogła!

– Mogła, k… mogła! Ch… Cię to obchodzi po prostu!

– Ale to nieprawda kochanie, syneczku, no nie wiem, ja muszę kończyć, bo zaraz wysiadam, no przecież wiesz, że muszę pracować. Nie przejmuj się tak tymi nauczycielami, tą szkołą. W końcu już niedługo pójdziesz do liceum, tam na pewno się na tobie poznają. A teraz pamiętaj, że jesteś za delikatny na takie nerwy. Spróbuj się uspokoić Kochany. Całuję cię. Pa!

Pociąg KM, ok. godz. 16:30, pełen przedział (siedziałam kilka metrów dalej, więc słyszałam tylko panią, która odebrała telefon):

– Co stęskniłeś się?

– No byłam byłam! Żebyś wiedział, że byłam.

– Ciekawy jesteś! No ja się nie dziwię ty ch…!

– A jak mam cię k… nazywać? Jak? Misiaczkiem może! Niech tamta cię tak nazywa, jak jest taka głupia!

– To ciekawe, że nie ma! Bo ja wiem, że musi być!

– To może nie jedna tylko kilka?

– No właśnie specjalnie pytałam, wyobraź sobie! I nie mogłam się inaczej zarazić jak od ciebie właśnie! Jeszcze mi za leki oddasz, ch… jeden! I sam musisz sobie kupić!

– No sam musisz iść do lekarza takiego!

– Jakiego ginekologa idioto!

– Wenerolog to się nazywa!

– Musi być! A jak nie to prywatnie pójdziesz! Na dziwki cię stać to i na lekarza!

– A kto jak nie dziwki!

– Ok, ok, to jedna dziwka. Wielka mi różnica!

Reszta rozmowy odbyła się po tym jak wysiadłam z pociągu.

Pociąg KM w stronę Warszawy, ok. godz. 7 rano, pełny przedział, słychać tylko dzwoniącą panią:

– No i jak tam?

– Ale jak rzadka?

– No a jak masz sprawdzić inaczej! No idź, ja tu czekam! No z telefonem idź!

– No to pięknie po prostu! No to sprzątaj, nad czym tu się zastanawiać!

– No nie będzie chyba tak wszystko leżało, do mojego powrotu z pracy!

– A ja to mogę! Dobra, nie marudź tylko Smekty poszukaj. W kuchni w pudełeczku takim na szafce.

– Musi być! Tam gdzie zawsze!

– O matko, koszyczek czy pudełeczko, już nie masz się czym zająć.

– Ojej, nie no jak jeszcze rzyga, to zamów numerek do lekarza.

– A co, ja to się mogę zwalniać z pracy! To tak samo twoje dziecko.

– Ja też mam odruch wymiotny! I też nie zamierzam tego sprzątać! Nasprzątałam się w nocy!

– No to jak uważasz, no może rzeczywiście lepiej go do szkoły zawieźć. Tylko spakuj mu do plecaka ubranie na zmianę.

– No to książek część wyjmij i tak nie będzie miał siły się uczyć!

– O Jezu, tobie to trzeba wszystko tłumaczyć, jak dziecku. Oczywiście, że nie mów, że chory, bo ci go każą zabrać! Zostaw w szatni i niech sam poczeka na panią.

– Znowu? O rany, no to tym bardziej go szybko wieź. W końcu nie po to płacimy podatki, żeby jeszcze rzygowiny sprzatać! W szkole mają ludzi od tego! Ale o tej Smekcie pamiętaj!

– No pa, trzymajcie się!

No cóż, ostrzegałam.

 

Advertisements