Wstyd

pytam

Kto pcha się z dzieciakiem w taki tłum! – palnęłam kiedy usłyszałam jak ktoś krzyczy – Proszę się jeszcze przesunąć, bo tu dziecko jest! – W przedziale porannego pociągu do Warszawy było już tyle ludzi (dwie poprzednie KM-ki nie przyjechały), że nie miałam jak się ruszyć, żeby zgromić spojrzeniem wyrodną matkę. Udało mi się odwrócić dopiero po tym, jak  część pasażerów wylała się z wagonu na Zachodniej.  Zrobiło mi się okropnie głupio – zamiast lekkomyślnej młodej mamuśki, która zabrała swoją pociechę na przejażdżkę akurat w godzinach szczytu, zobaczyłam widzianą już kilka razy smutną kobietę i dziecko z zespołem Downa ze spłaszczonym przez tłum szkolnym plecaczkiem.

Wściekłam się na siebie.

Za to, że oceniłam człowieka, nic o nim nie wiedząc – kompletnie w ciemno. Że słysząc jak mama odpowiada na pytania dziecka ze zniecierpliwieniem pomyślałam – jak ona tak może. Wiadomo, nie powinna. Ale czy mi zawsze starcza cierpliwości dla rodziny? Niestety. Czy gdybym miała dziecko, które wymaga leczenia, rehabilitacji, którego nie chcą przyjąć do rejonowej szkoły, gdybym drżała o pracę pozwalającą związać koniec z końcem, zawsze tryskałabym humorem i optymizmem? Wątpię. Dlatego jestem na siebie zła.

Oburzam się, że nasz system opieki społecznej stoi na głowie. Nie mogę zrozumieć, dlaczego rodzic, który zrezygnował z pracy, żeby zająć się niepełnosprawnym dzieckiem, dostaje jałmużnę w wysokości ok. 500 zł miesięcznie (Jak za to przeżyć, leczyć, rehabilitować!?).  A tymczasem na utrzymanie podopiecznego publicznej placówki opieki idzie kilka tysięcy miesięcznie (podobnie zresztą jak na więźnia itp). Czy w ten sposób państwo prowadzi politykę wyrównywania szans? Może państwo „uważa”, że dzieci dla których rodzice poświęcają karierę i całe swoje życie są dzięki temu tak uprzywilejowane (w końcu miłość jest najważniejsza), w stosunku do tych w domach opieki, że niesprawiedliwością byłoby przyznać im jeszcze zasiłek wystarczający na przeżycie.

Najbardziej denerwuje mnie poczucie bezsilności. Bo nie wiem jak otworzyć oczy politykom. Jak doprowadzić do zmiany przepisów. Co gorsza nie wiem nawet, jak skończyć z błyskawicznym ferowaniem sądów. Będę banalna, wiem, że nic nie wiem. A ty?

Reklamy