Na Wspólnej

na wspólnej

Kiedy mieszkałam w Niemczech, tęskniłam za Warszawą. Teraz tęsknię za Berlinem. Zwłaszcza za jego „gorszymi” dzielnicami, do których jeździłam po tanie i / albo orientalne zakupy, czy do ulubionej knajpki z wybitną tajską kuchnią za mniej niż 6 euro. Brakuje mi berlińskiego luzu, koloru, a nawet hałasu i specyficznego bałaganu. Dzięki nim nad Sprewą czułam się  jak u siebie w domu, a czasem nawet lepiej. Inaczej niż w Warszawie, latem mogłam za darmo popływać w miejskim parku, czy urządzić piknik na trawie w centrum miasta. Poza tym, żyjąc w Niemczech nigdzie się nie spieszyłam (mimo, że studiowałam i / albo pracowałam jak w Warszawie).

Dlatego zrobiło mi się miło, kiedy przy Wspólnej odkryłam kawałek Berlina. Bo z czym może się skojarzyć rower oparty o ścianę przy orientalnym sklepiku? Gdyby jeszcze ceny arabskich specjałów w Warszawie nie były tak wysokie! No i gdyby właściciele śródmiejskich posesji nie zmuszali przechodniów do sprintu, rozwieszając na całej długości ulicy biało-czerwone taśmy ostrzegające przed spadającymi soplami (ponieważ strefę zagrożenia nie bardzo było jak ominąć, wzięłam przykład z przechodniów pokonujących drogę galopkiem). Wtedy poczułabym się jak w Berlinie. I pewnie zatęskniłabym za Warszawą.

karnawał

Reklamy