Rozmiar ma znaczenie

szczoteczki

Która jest ciekawsza, ładniejsza, lepiej zaprojektowana, porządniej wykonana? Na górze – rossmanowska, na dole Jordan. Obie po wyparzeniu.

Jakiś czas temu na rynku pojawiły się „dizajnerskie”, „zindywidualizowane” szczoteczki do zębów. Na czym polega ich wyjątkowość?

Nie mają popularnych bajerów: giętkiej szyjki, ustawionych pod specjalnym kątem włosków różnej wysokości ani czyścidełka do języka.

Skąd więc wysoka cena (kosztują od 10 do kilkunastu złotych)? Ich producent uznał zapewne, że co by się nie mówiło, to jednak rozmiar ma największe znaczenie – więc
w serii są i S-ki i L-ki.

Asekurancko, na wypadek gdyby kobiety jednak nie kłamały co do braku znaczenia rozmiaru, postanowił też ozdobić szczoteczki kolorowymi lub czarno-białymi wzorkami
i rysunkami (podobno dzieło wybitnych dizajnerów).

Nie uwierzycie, ale kupiłam taką szczoteczkę. Mało tego, o mojej decyzji zdecydował jej rozmiar! Nie chcę się tłumaczyć, ale już kilka lat temu dentysta kazał mi szukać szczoteczek z jak najmniejszą główką (widać mam małą szczękę). Kiedy więc w końcu taką zobaczyłam, zamknęłam oczy na cenę, na kiczowate wzorki i poleciałam do kasy.

A w domu… Najpierw chwile nostalgii – przypomniało mi się dzieciństwo w latach 90.,
z lecącymi, gdzieś w tle, reklamami szczoteczek Jordana, zmieniających kolor podczas mycia, czy Oral-b (szczoteczka z kreską / kreska barwę ma niebieską / gdy się błękit
w biel zamieni / trzeba szczotkę szybko zmienić / a najlepiej o tym wie / indykator
oooral be!).

Potem – rozczarowanie. Dizajnerzy nie pomyśleli o „ogumieniu” rączki, więc ślizgała się niemiłosiernie. Kiedy się do tego jakoś przyzwyczaiłam, mój ukochany, w ramach porządków, zalał szczoteczkę wrzątkiem i wtedy zrozumieliśmy na czym polega jej indywidualizm i dizajnerskość. W przeciwieństwie do innych szczoteczek, ta wygięła się w chińskie s i zmatowiała. Naprawdę jest więc wyjątkowa. A, że przy okazji niewygodna
i brzydka? Wszystko ma swoją cenę.

Advertisements