Krawaty wiąże, usuwa ciążę!

Dla porównania książki w rozmiarze standardowym i kieszonkowym

Dla porównania, książki w rozmiarze standardowym i kieszonkowym. Rożni je też jakość papieru – Doncowa wydana jest na przypominającym gazetowy. Nawet okładka jest cieniutka.

Kto? Co? Książka w wydaniu kieszonkowym!

Jest idealna na kryzys – kosztuje grosze, świetnie się sprawdza w zatłoczonym tramwaju, czy autobusie, waży tyle co nic, więc można z nią biegać po całym mieście, bez ryzyka skrzywienia kręgosłupa. Mało tego, po przeczytaniu możemy ją spokojnie komuś oddać, zamiast zagracać sobie kawalerkę.

Problem w tym, że w Polsce praktycznie nie wydaje się nowości w takim formacie. Jeśli już ktoś wypuszcza na rynek książki kieszonkowe, to najczęściej są to kolejne wydania „klasyków” kryminału. Raz, podczas zakupów w hipermarkecie, skusiłam się na kieszonkowy Klin Chmielewskiej za 5 złotych, ale potem nawet go nie rozfoliowałam. Książki które znam i lubię wolę jednak mieć w wydaniu na tyle porządnym, że nie rozpadną się pod wpływem czytania i ścierania kurzu. A jeśli mnie na nie nie stać, zawsze mogę skorzystać z biblioteki. Powieści wydane x lat temu, zazwyczaj tam są, inaczej niż nowości.

Natomiast wyczekany, najnowszy tom czytadła ulubionej autorki, najchętniej kupiłabym właśnie w wersji kieszonkowej. Nie miałabym wyrzutów sumienia, że rujnuję domowy budżet, że zawalam mikroskopijne mieszkanko. Nie musiałabym też dźwigać grubego tomiszcza, a potem rezygnować z lektury w pociągu, bo w tłoku nie da się go otworzyć (przynajmniej bez niszczenia grzbietu). Na koniec podarowałabym nowość koleżance i zyskałabym jej „dozgonną wdzięczność”.

Zrobię tak z nabytą w piątek, w rosyjskiej księgarni Doncową. A potem kupię sobie kolejny, nowy kryminał za 12 złotych. Przy okazji nauczę się języka. Zyskam więc na niechęci polskich wydawców do formatu kieszonkowego. Mimo to liczę na zmianę ich podejścia.

Advertisements