Remont?

Moją podstawówkę wyremontowali akurat wtedy, kiedy ją skończyłam. Podobnie było
z liceum i uczelnią. Nie przypominam sobie też większego remontu w mieszkaniu rodziców. Kiedyś mnie to denerwowało. Ale wiecie co? Teraz się cieszę.

POL LO Wladyslawa IV 01

Co zmieniło moje spojrzenie na sprawę? Wygląda na to, że nowe okulary – na wigilię klasową, poleciałam prosto od optyka. Najpierw był szok. Budynek, w którym przez cztery lata wędrowałam w czasie – od początku XX wieku, do późnego PRL-u, został gruntownie odrestaurowany. Byłam zachwycona, dopóki nie dowiedziałam się, że ceną jest m.in. rezygnacja ze szkolnych studniówek, na rzecz standardowej imprezy w sali balowej.

„Za moich czasów” studniówka oznaczała kilkumiesięczne projektowanie i miesięczną realizację dekoracji całego drugiego piętra i auli. Zamiast chodzić na lekcje zwoziliśmy materiały, malowaliśmy, kleiliśmy i konstruowaliśmy, jak opętani. Po imprezie spokojnie sprzątaliśmy nie robiąc tragedii z kawałka zdartego tynku – ślepy widział, że tym ścianom bardziej już się nie da zaszkodzić. Zgodę na wielkoformatowe dekoracje dostawaliśmy zresztą co rok – z okazji szkolnego „tygodnia kultury” powstały m.in. kilkumetrowe, koloseum z drewna i papieru oraz most Oresund (można było po nim chodzić!).

Cząsteczka studniówkowych dekoracji w wielkopłytowej kuchni.

Cząsteczka studniówkowych dekoracji w wielkopłytowej kuchni.

Dlatego od klasowej wigilii z nostalgią wpatruję się w kuchenną ścianę – dzień po studniówce powiesiłam na niej jedno z malowideł zdjętych ze szkolnych ścian (nie miałam serca ich wyrzucać). I tak, jak jeszcze latem starałam się mobilizować rodzinę do remontu, tak teraz, kiedy ktoś o tym wspomni, zmieniam temat.

Bo czy remont może przynieść coś dobrego!? Moja studniówkowa pamiątka pewnie by się rozleciała, nowej tapety nie mogłabym dziurawić szpilkami zawieszając ozdóbki, czy przypominajki, nie mówiąc już o tym, że poszło by pełno pieniędzy i zrazilibyśmy do siebie sąsiadów (w wielkiej płycie hałas słychać od parteru do ostatniego piętra). Poza tym, farby pewnie wcale nie są takie ekologiczne, jak zapewniają producenci i przyczynilibyśmy się do wzrostu zanieczyszczeń.

Sami widzicie – remonty się nie opłacają! Po odnowieniu mieszkania tylko bym się stresowała, że zaraz coś zniszczę! Kto by pomyślał, jak dobrze nie mieć czasu
i pieniędzy na remont!

I co, że z PRL-u?

I co, że z PRL-u?

Reklamy