Starzy mają źle. Starzy mają lepiej?

Źródło: http://www.wosp.org.pl/

Cieszę się, że WOŚP zbiera w tym roku również na opiekę nad starszymi osobami. Uważam, że ilość „łóżek” geriatrycznych w Polskich szpitalach jest skandalicznie mała. Podobnie skandaliczny jest zresztą cały system opieki nad osobami niesamodzielnymi – śmiesznie niskie zasiłki, kolosalne kolejki do lekarzy, czy domów opieki społecznej, słaba opieka ambulatoryjna. Do tego niskie emerytury. Mimo to, podobnie jak wielu moich znajomych, uważam, że dziś to młodzi częściej „mają gorzej”.

Szanuję starszych ludzi. Zdaję sobie sprawę, jak ciężkie życie mieli niektórzy z nich. Podziwiam heroizm osób zaangażowanych w podziemie, walczących w Powstaniu. Gdybym mogła, zapewniłabym im wszystko co najlepsze. Z drugiej strony wiele zachowań staruszków i uregulowań prawnych mnie denerwuje. Poniżej zestaw tych najbardziej burzących krew mnie i moim znajomym.

Dostęp do opieki zdrowotnej

Praktycznie co tydzień biorę udział w takiej scenie lub o niej słyszę od koleżanek:
W poczekalni w przychodni, starsza pani/pan kłóci się o kolejność wejścia do lekarza. Ma numerek na późniejszą godzinę, ale przyszła wcześniej, a poza tym jest starsza, więc żąda pierwszeństwa. Nie rozumie argumentu, że młodzi przyszli na swoją godzinę (którą rano cierpliwie „wystali” w kolejce), że nie mogą się spóźnić do pracy („ja też kiedyś pracowałam, spóźniałam się i nic się nie działo!”).

Najbardziej denerwujące jest to, że często starsza pani, której tak bardzo się spieszyło, po wyjściu z gabinetu znów siada na ławce i wdaje się w dyskusję z koleżanką. Skarżą się głośno na zły stan swojego zdrowia, a z ich opowieści wynika, że problem (wyniki badań/dawki przyjmowanych leków) są mniej poważne niż twoje. A kiedy na nie spoglądasz mówią – o pani to nie rozumie, jak coś takiego boli i ile ja wydaję na leki! – Podczas samej wizyty (co słychać przez cieniutkie drzwi) starsza osoba opowiada lekarzowi ogólnie o swoim życiu, a nie o konkretach.

Komunikacja publiczna. Bitwa o miejsca siedzące

Są linie tramwajowe, którymi jeździ tak dużo starszych osób, że nawet kiedy widzę wolne miejsca, nie siadam. W końcu wcześniej czy później wejdzie ktoś starszy i zamiast grzecznie poprosić, zacznie mnie wyzywać, bo czytając, go nie zauważyłam. Zdarza się jednak, że jestem chora i czuję się tak źle, że naprawdę nie mam siły stać. Rozumiem, że osoba, która prosi o miejsce, też potrzebuje usiąść, ale nie chcę znowu zemdleć tuż po ustąpieniu miejsca, jak zdarzyło mi się jakiś czas temu (starszej pani tak wtedy zależało na tym żeby usiąść, że nie ograniczyła się do komentarzy na temat braku wychowania, ale „dźgała” mnie szpikulcem parasolki).

Sytuacja finansowa

Potocznie synonimem słowa „emeryt” jest „biedny”. Badania wykazują jednak, że emeryci dysponują znacznie wyższą kwotą „na głowę” niż osoby młode, a zwłaszcza rodziny wielodzietne. Nie upieram się, że należy zrezygnować z waloryzacji rent i emerytur (choć
w sytuacji, kiedy pensje pracujących nie tylko nie rosną, ale są często obniżane, przydałaby się dyskusja na ten temat). Denerwują mnie jednak narzekania starszych, że mają najgorzej. Najczęściej nie muszą spłacać kredytów hipotecznych, wydawać kilkuset złotych miesięcznie na bilety komunikacji publicznej, prywatne wizyty u lekarza (bo do przyjmujących w ramach NFZ ciężko się dostać poza godzinami pracy). Wydatki na leki, rehabilitację? Owszem, są ogromne. Ale dotykają też wielu młodych (nie tylko tych, którzy mają kilkoro dzieci).

Wiem, że „każdy sądzi według siebie” i „syty głodnego nie zrozumie”. Pewnie każdemu wydaje się, że inni mają gorzej. Nie chcę się licytować. Najłatwiej byłoby chyba, gdybyśmy spróbowali się nawzajem zrozumieć, zamiast zakładać, że druga strona ma złą wolę. Może coś się zmieni dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Bo na zmiany systemowe w najbliższym czasie chyba nie ma co liczyć, choć są najbardziej potrzebne.

Reklamy