„Kolorowa Niepodległa”

1. projekt - Janusz Tusiński, najpóźniej 1960 rok, 2. projekt - Czesław Wielhorski, 1968 rok.za: Wizje nowoczesności...

1. projekt – Janusz Tusiński, najpóźniej 1960 rok,                                                                            2. projekt – Czesław Wielhorski, 1968 rok.
za: Wizje nowoczesności…

PRL był zgrzebny i szary. III RP jest kolorowa. Ale to w III RP dzieci są bardziej narażone na zepsucie gustu i smaku graficznego. Dlaczego tak uważam?


Książeczki

W PRL-u książki dla dzieci były drukowane na podłym papierze, często w ograniczonej palecie barw. Do przeciętnego dziecka trafiały jednak wydawnictwa bardziej wartościowe graficznie niż dziś. Dziś statystyczne dziecko nie ogląda bowiem wysmakowanych plastycznie małych dzieł sztuki, oferowanych przez ambitnych wydawców. Większość rodzin, zamiast iść do księgarni po jedną ładną książeczkę, wrzuca do hipermarketowego wózka kilka tanich, produkowanych w Chinach szkaradzieństw.

za: Wizje nowoczesności...

za: Wizje nowoczesności…

Dziecięce kolekcje

Kiedy byłam mała, królowały znaczki i pocztówki. Później, już w szkole, kolorowe karteczki i karty telefoniczne. Jedne znaczki były lepsze graficznie, inne gorsze. Podobnie pocztówki. Dzięki nim uczyłam się na ile sposobów można podejść do jednego tematu, jakich technik plastycznych używać. Dziś? Z mojej prywatnej ankiety wynika, że dominują kolekcje postaci z kreskówek (np. domek Hello Kitty), plastikowych kucyków, paskudnych laleczek, zeszytów do zbierania naklejek, kart z piłkarzami  itp. Można powiedzieć, że propaganda państwowa zastąpiona została przez prywatną. Paradoksalnie, ta druga wygląda mi na znacznie bardziej zunifikowaną plastycznie.

Rok 2012

Pocztówka otrzymana w zeszłym roku. Dziś pocztówki nie należą do rzeczy najchętniej kolekcjonowanych przez dzieci.

Grafika uliczna

W drodze do przedszkola czy parku zatrzymywałam się przy słupach ogłoszeniowych
i podziwiałam plakaty teatralne. W przychodni zachwycały mnie kolorowe płachty ostrzegające przed chorobami. Nie miałam pojęcia o co w nich chodzi. Potrafiłam się
w nie jednak wpatrywać godzinami. Kiedy nauczyłam się pisać, starałam się naśladować krój liter ulubionych neonów, plakatów i szyldów. Potem już tylko się nimi inspirowałam, tworząc swoje własne. Gdyby dzisiejsze dziecko chciało się zatrzymywać przy każdym bilboardzie, czy reklamie, nigdy nie doszłoby do celu. Jest ich więcej i mimo, że są różne, to jednak znacznie bardziej do siebie podobne. A jeśli coś się pozytywnie wybija? Częściej ginie w morzu tandety.

Tanie artykuły papiernicze

Jako dziecko nawet nie marzyłam o plastikowych koralikach, gotowych elementach zdobniczych, kolorowym filcu i atłasowych wstążeczkach w kropki. Długo nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Kiedy chciałam stworzyć makietę, w ruch szły stare gazety, masa solna, patyczki, kamyczki itp. Wymarzone zabawki budowałam ze starych kartonów
i szmat. Ile się trzeba było namęczyć, żeby praca miała ręce i nogi. Ile prototypów zbudować. Ile rozwiązań podpatrzyć i ile naszukać po okolicy, żeby znaleźć kawałek cegły, czyli kredy w odpowiednim kolorze. Jestem fanką dostępnych obecnie materiałów plastycznych dla dzieci. Pod warunkiem, że ktoś się do nich nie ogranicza. Nie tylko to, co zrobione z drogich, gotowych elementów jest ładne. Oryginalność też powinna być
w cenie – służy wyrobieniu plastycznemu.

PS. Do napisania tekstu zainspirowała mnie lektura książki Wizje nowoczesności. Lata 50. i 60. – wzornictwo, estetyka, styl życia, wydanej przez Muzeum Narodowe w Warszawie.

Reklamy