Wielkie bazary warszawskie – książka o Różycu i Stadionie

Szukasz prezentu? Polecam! Cena z okładki 33 zł, w internecie taniej.

Szukasz prezentu? Polecam! Cena z okładki: 33 zł,                w internecie taniej.

Niech Was nie odstrasza naukowy charakter publikacji
– czyta się ją naprawdę lekko.

Muszę za to ostrzec przed czymś innym – ja na przykład, w trakcie lektury uświadomiłam sobie, że jako dziecko uwielbiałam bywać w paszczy lwa. Niby wcześniej wiedziałam, że na stadionie, czy Różycu można kupić i załatwić wszystko. Kiedy jednak to „wszystko” zostanie nazwane m.in. jako: uzi, granatniki przeciwpancerne, przerzut nielegalnych imigrantów, zabójstwa, napady na tiry, hurtowa dostawa narkotyków, sprawa wydaje się poważniejsza. Trudno mi się pogodzić z tym, że jedno z moich ulubionych miejsc to największy przestępczy holding w Europie – legalna ekspozytura polskiego
i międzynarodowego podziemia –
jak donosiła prasa, kiedy jeszcze jej nie czytałam.

Według szacunków CBŚ, wartość legalnych i nielegalnych transakcji zawieranych na stadionie w latach 90. wynosiła łącznie ponad 17 mld zł rocznie. Największa polska firma, Orlen, osiągała wtedy 25 mld zł przychodów. Kolejna, TP SA już „tylko” 14,7 mld zł rocznie.

Na bazarach można było zbić fortunę. Żeby zarobić trzeba się było nie tylko nagimnastykować, ale i często zapomnieć o śnie i odpoczynku. Kupcy pracowali znacznie dłużej niż 8 godzin dziennie. Zaczynali też wcześniej niż większość społeczeństwa (na stadionie ok. 1-2 w nocy, na Różycu ok. 5 rano).

Praca nie zawsze miała sens. Na przykład w PRL-u, kiedy na bazarze można było legalnie sprzedawać jedynie używane ubrania kupcy przygotowywali towar gniotąc go, prując na szwach i wyrywając metki.

Teraz jednak tęsknią za tamtymi czasami. Dziś może lepiej nie wymieniać dawnej nazwy głównej bazarowej alejki, bo co to za „Marszałkowska”, która – podobnie jak cały bazar – świeci pustkami. No cóż, prawdziwa Marszałkowska też podupadła…

Nie da się już zrobić interesu sprzedając „reklamówki” – plastikowe torby z napisem np.  Wrangler, Lewis, Camel. Książka przypomniała mi suszące się na babcinym balkonie, świeżo umyte reklamówki, na których od częstego używania i czyszczenia, praktycznie zatarły się już napisy.

Jesteś ciekaw o czym jeszcze opowiadają Prażanie – kupcy i klienci bazarów? Jak wyglądały legalne i nielegalne interesy w minionej epoce? Który mafioso „wychował się” na bazarze? Co/kogo można było zobaczyć w stadionowej przymierzalni? Na czym polegał fenomen serwowanych w słoikach pyz? To świetnie – książka Jacka Kurczewskiego, Mariusza Cichomskiego i Krzysztofa Wilińskiego  daje odpowiedzi na te i wiele innych pytań. Szkoda jedynie, że nie została uzupełniona/uaktualniona o analizę sytuacji obecnej (wydano ją w 2010 roku).

Wszystkie cytaty pochodzą z prezentowanej książki.

Advertisements