Ale szopka!

Wczoraj w Pruszkowie rozstrzygnięty został konkurs na najładniejszą szopkę bożonarodzeniową. Tradycyjnie, pierwszym miejscem nagrodzona została perfekcja techniczna, mogąca świadczyć o braku samodzielności dzieci, a nie oryginalność pomysłu.

Do konkursu można było zgłaszać prace indywidualne, zbiorowe i rodzinne. Oglądając nagrodzone szopki nie mogłam pozbyć się wrażenia, że wciąż wiele osób woli przypisać całą chwałę dziecku i zgłosić pracę jako indywidualną, niż chwalić się rodzinnym wykonaniem.

I miejsce w kategorii prac indywidualnych. Autor - dziecko z III klasy szkoły podstawowej

I miejsce w kategorii prac indywidualnych. Autor – dziecko z III klasy szkoły podstawowej!

Szopka, która zajęła I miejsce w kategorii indywidualnej była gustowna, doskonale zaprojektowana, elegancko, starannie wykonana. Gdyby wstawić ją do sklepu z artykułami dekoracyjnymi, pewnie szybko znalazłaby nabywcę, który z dumą prezentowałby ją
w swoim wysmakowanym salonie. Wszystko idealne. Jak dla mnie jednak zbyt idealne.

Spodobała mi się za to praca zbiorowa sześciorga trzecioklasistów wspomaganych przez mamę. Jedna choinka biała, druga zielona, jedna owieczka z waty, inna
z makaronu. Szopka nie pasowałaby pewnie do, urządzonego przez architekta wnętrz, salonu eleganckiej rezydencji. Była za to „żywa”, ciekawa, zrobiona z polotem przez grupę pełną fajnych pomysłów, potrafiącą stworzyć genialne  konstrukcje z prostych, dostępnych w domu materiałów. Przyznałabym jej I miejsce! Niestety, nie było mnie
w jury.

detale w szopce wykonanej przez grupę uczniów III klasy SP

Praca sześciorga trzecioklasistów, wspomaganych przez jedną z mam (II miejsce w kategorii prac zbiorowych).

Gdy wracałam do domu, przypomniało mi się rozdanie nagród w konkursie na świątecznego anioła, zorganizowanym przez ten sam dom kultury kilkanaście lat temu. Tworzyłam wtedy przez kilka popołudni. Natrudziłam się co niemiara – mogłam tylko pomarzyć o materiałach ze sklepu dla plastyków i nowinkach typu brokat w tubce, błyszczące papiery samoprzylepne. Zrobiłam mu malowniczą sukienkę z papier-mache, nogi i ręce ze starannie poskręcanych drucików, znalezionych w szufladzie, pończochy
z resztek włóczki i krepiny, do rudych włosów (pokarbowana po spruciu włóczka) przymocowałam aureolkę na wysięgniku. Byłam zadowolona nawet z tego, że na nierównym podłożu nie udało mi się namalować równiutkiego uśmiechu – z krzywym anioł wyglądał niezwykle zawadiacko. Nie mogłam się z nim rozstać, ale oddałam na konkurs, bo byłam przekonana, że wygram. Zwłaszcza, że widziałam złożone w domu kultury prace innych – nudne, sztampowe aniołki z gipsu lub masy solnej, wykończone, moim zdaniem, przy pomocy rodziców. Byłam pewna, że je zdyskwalifikują jako niesamodzielne. Ale to właśnie one zostały wybrane. Ja nie dostałam nawet wyróżnienia. To był ostatni konkurs plastyczny, w którym wzięłam udział.

Dziś rano przeczytałam rozmowę z Pawłem Althamerem. To jej fragment (Althamer lepił ostatnio z przedszkolakami gliniane misie): Miś powstał z potrzeby tworzenia. Tworząc go, napotykaliśmy wiele przeszkód natury technicznej. Czasem tych przeszkód jest tak dużo, że wiele dzieci, kończąc przedszkole, myśli: „Pieprzę tego misia”, i nie chce już niczego tworzyć. Tu się pojawia dopiero pojęcie sztampy: będę robił rzeczy ładne albo to, co inni uznają za ładne. Bo dziecięcego misia trudno uznać za ładnego, porównując go
z rysunkami Disneya. Idziemy w dorosłe życie i okazuje się, że jesteśmy wobec siebie tak krytyczni, że nie możemy tworzyć. Bo już podcięliśmy sobie skrzydełka.*

ognisko z cynamonu

Mój typ zajął II miejsce w kategorii prac zbiorowych.

Dziewczyny i chłopaki, autorzy szopki z ogniskiem z lasek cynamonu! Jestem fanką Waszej twórczości. Założę się, że odniesiecie w życiu sukces! Nie lubię fałszywej skromności, więc dodam: ja też odniosę! Wtedy zorganizujemy i zasponsorujemy własny konkurs!

*Ej, Polacy, ktoś musi powiedzieć: pobite gary!, Duży Format, 13 grudnia 2012, rozmawia Wojciech Staszewski

Reklamy