Praca się nie opłaca

Dlaczego bezrobotne matki, których dzieciaki jedzą darmowe obiady i dostają paczki
z opieki społecznej, stać na farbowanie włosów, solarium, manikiur, papierosy, smartfony
i inne gadżety!? No dlaczego?
– Sama chciałbym wiedzieć, więc nie odpowiadam. – Ja też chcę to wszystko mieć! –  kontynuuje znajoma, która trzydzieste urodziny ma już za sobą a krzyczy jak rozwydrzony bachor.

W zasadzie się nie dziwię. Nie pali, nie pije, ma starą Nokię na kartę, paznokcie pociągnięte najtańszym lakierem, do fryzjera chodzi raz na kilka miesięcy na cięcie bez fajerwerków, a swojemu dziecku regularnie tłumaczy, dlaczego nie może mieć tego, co koledzy i koleżanki.

Do tego teraz musi się wyprowadzić z mieszkania. Kamienicę odzyskał właściciel (chociaż najstarsi lokatorzy uważają, że to hochsztapler, który nie ma nic wspólnego z rodziną właścicieli). Podniósł stawki czynszu tak, że przewyższają jej dochody. W urzędzie usłyszała, że nie powinna narzekać, bo ma rodzinę w Warszawie i może zamieszkać u nich, jeśli nie podoba jej się to, co oferuje państwo (kolejka do mieszkania komunalnego i ewentualnie dom samotnej matki). Planuje więc przeprowadzkę do rodziców, którzy są szczęśliwymi posiadaczami 50 metrów kwadratowych, mieszczących 3 pokoje, przedpokój, ślepą kuchnię i łazienkę. Jej i dziecku przypadnie najmniejszy (w dużym mieszkają rodzice, a w średnim, który tak naprawdę jest mały, siostra z narzeczonym).

Mogłaby pewnie zarabiać trochę więcej niż 2100 brutto, ale boi się zamienić etat na zlecenie. Etat daje teoretycznie poczucie bezpieczeństwa – zwolnień na dziecko i tak stara się nie brać, żeby nie stracić pracy, ale tłumaczy sobie, że gdyby sytuacja była podbramkowa… Dziecko non stop jest chore, ona sama zresztą również (choroby przewlekłe), leki coraz droższe, a mąż i tatuś stwierdził, że nie tak sobie wyobrażał rodzinę, że nie pisał się na życie będące jednym wielkim problemem i że praca go wykańcza. Dlatego porzucił i pracę, i rodzinę. Mimo to, do tej pory znajoma się trzymała
i na sugestie, że sytuacja już jest podbramkowa i może jednak świat by się nie zawalił, gdyby wykorzystała zaległy urlop, odpowiadała, że daje radę. Podziwiałam i popadałam
w kompleksy, że ja narzekam, mimo że nie mam dziecka na utrzymaniu.

Teraz drze się – rzucę pracę, przestanę się zajmować dzieciakiem i popadnę w nałogi! Wtedy opieka społeczna da mi zapomogi! O, i jeszcze załapię się wtedy do jakiegoś unijnego programu dla wykluczonych i za darmo czegoś nauczę! O rany, ale jestem głupia! –Szlocha na koniec prezentacji swojego biznesplanu. Odruchowo zaprzeczam. Zaczynam się jednak zastanawiać, czy nie ma racji. Bo tak na logikę – jeżeli dokładnie wie, co powinna zrobić, żeby poprawić swoje warunki, ale tego nie robi, to, no coż, chyba rzeczywiście jest głupia. Ja zresztą też.

cdn. (w tym tygodniu)

Advertisements