Najlepszy pomysł na sobotę

Zwracam honor* – wizyta w Instytucie Awangardy, prowadzonym przez Fundację Galerii Foksal, jest znakomitym pomysłem. Ponieważ jednak mogą pojawić się problemy w jego realizacji, przygotowałam dla Was krótki przewodnik.

Czym jest Instytut Awangardy?

To zachowane w stanie praktycznie niezmienionym byłe mieszkanie-pracownia. Najpierw mieszkali w nim i tworzyli Henryk Stażewski, Maria Ewa Łunkiewicz-Rogoyska i jej mąż Jan Rogoyski. Później do Stażewskiego dołączył Edward Krasiński, który m.in. oznaczył mieszkanie słynną już niebieska linią na wysokości 130 cm od podłogi.

Kto powinien odwiedzić Instytut?

1. zainteresowani życiem i twórczością jego mieszkańców,

2. zainteresowani sztuką awangardową i sztuką w ogóle,

3. zainteresowani budownictwem mieszkaniowym PRL,

4. zainteresowani architekturą wnętrz,

5. zainteresowani panoramą Warszawy (wyjście na taras widokowy na dachu).

Kiedy można zwiedzać Instytut?

Uwaga, pułapka!

Instytut można zwiedzać po wcześniejszym umówieniu się (przez Fundację Galerii Foksal lub za pomocą: instytutawangardy@gmail.com).

Lub, jeśli w dobudowanej do mieszkania sali akurat odbywa się jakaś wystawa tematyczna, w określonych godzinach (np. kończąca się właśnie wystawa twórczości Mewy udostępniana była w czwartkowe, piątkowe i sobotnie popołudnia). Warto sprawdzić wcześniej na stronie internetowej Instytutu.

Gdzie jest Instytut?

W al. Solidarności 64 m. 118, na 11 piętrze bloku. Uwaga! Przy domofonie nie ma szyldu itp., trzeba więc pamiętać numer mieszkania, żeby móc się dostać do budynku.

Ile kosztuje wstęp?

Nic! Wstęp wolny!!!

Ile czasu zajmie zwiedzanie?

Mieszkanie składa się z dwóch pokoi (Stażewskiego i Krasińskiego) oraz dobudowanej sali wystawowej. Myślę jednak, że warto zarezerwować przynajmniej pół godziny. jest co oglądać, ew. czytać, poza tym obsługa jest wyjątkowo miła, służy informacjami i chętnie oprowadza po Instytucie.

Czy to miejsce odpowiednie dla dzieci?

Jeśli nie są uczulone na kurz. Myślę, że nie będą się nudzić – mieszkanie jest pełne ciekawych, inteligentnych i zabawnych instalacji.

Czy warto odwiedzić Instytut?

Bezwzględnie! Zachęcam też do zainteresowania się samą Mewą Łunkiewicz-Rogoyską. Poza jednym obrazkiem w mieszkaniu brak niestety wyraźniejszych śladów jej obecności (no chyba, że za podstawowy ślad uznać, że po jej śmierci do Stażewskiego dołączył Krasiński – zadecydowało o tym jej życzenie wyrażone na łożu śmierci).

* mój poprzedni wpis na ten temat: najgorszy pomysł na niedzielę

Reklamy