Piątek – życia początek


Dzisiejszy dzień zaplanowałam bardzo starannie. Mam akurat wolne, a w mieście wiele się dzieje.

O 19 w Emilii (tymczasowa siedziba warszawskiego MSN), w ramach festiwalu „Warszawa w budowie”, debata „Reklama i mieszkańcy w przestrzeni publicznej”. Prowadzić ją mają Elżbieta Dymna i Marcin Rutkiewicz ze stowarzyszenia miastomojeawnim.pl. Zapowiadają m.in. rozmowę o sposobach radzenia sobie z reklamą w Krakowie (specjalna strefa „chroniona” w centrum), czy Zakopanem, gdzie brakuje nadzoru plastycznego.

Zaplanowałam, że przy okazji wycieczki do Warszawy i załatwiania spraw na Ursynowie, skoczę też do Piaseczna. Fashion House zaprasza na dzień 90% przecen. Już dawno miałam się do niego wybrać, ale ponieważ leży na końcu świata i to w dodatku nie tym końcu, gdzie mieszkam, jakoś do tej pory nie wyszło, mimo namowy koleżanek i brata.

Wstałam wcześnie, żeby się ze wszystkim wyrobić. Od razu przypomniało mi się przysłowie, że nic nie bawi Boga tak, jak rozbudowane plany. Koszmarny ból pleców sprawił, że udało mi się dojść jedynie do przychodni, a potem z trudem wrócić do domu.

W poczekalni u lekarza byłam, jedną z najmłodszych osób. Jak Pilch, skojarzyło mi się od razu. Czytam bowiem właśnie jego „Dziennik”. Niestety, mi trzymanie się „juniorskiego stołka w przedsionku dla pacjentów” nie sprawia takiej satysfakcji, jak jemu.

Może by mnie Pani przepuściła? – usłyszałam po chwili głos staruszki. Uff, na szczęście nie mówiła do mnie.

Nie mogę – odparła kobieta koło trzydziestki – spieszę się do pracy. Specjalnie wstałam o świcie, żeby dostać ten numerek.

– Do pracy! Ja też pracowałam i wiem, że nic się nie stanie, jak się przyjdzie godzinę, czy dwie później. Pani po prostu nie ma serca! – staruszka krzyczała z niebywałą, jak na chorą, werwą.

– No właśnie mam serce i nie chcę znowu skazywać dzieci na życie z zasiłku. Już i tak swoje przeżyły. Parę lat byłam na bezrobociu.

– Od razu zwolnią! – prychnęła starsza pani – zresztą, ja jakoś żyję mimo, że mam tylko tysiąc emerytury. Taki rząd żeście nam wybrali!

– Ja bym chciała tyle mieć na jedną osobę w rodzinie! A rząd… – w tym momencie drzwi od sąsiedniego gabinetu się otworzyły i starsza pani wskoczyła nie oglądając się na nikogo.

Kiedy po 40 minutach wychodziłam z przychodni, starsza Pani tłumaczyła się komuś – wiesz kochana muszę iść, bo ksiądz dziś przychodzi, a ja taka nieprzygotowana. I jeszcze takie chamstwo się teraz panoszy. Nikt mnie nie chciał przepuścić, a tak się spieszę! Żadnego szacunku dla starszych nie mają!

Chciałabym szanować wszystkie starsze osoby. Chciałabym też być na dzisiejszej debacie w Emilii. Co na to poradzę, że nie mogę!?

Advertisements