Dobre bo polskie?

Dlaczego ulica nie nosi polskich ciuchów?

Jak wiadomo, staram się konsekwentnie kupować produkty polskie. Nie zawsze jest to łatwe. Dlaczego? No właśnie – często mam ochotę zadać to pytanie naszym producentom. Pisałam już o wadach ich sklepów internetowych i stacjonarnych (m.in.: Wystawa Mewy Łunkiewicz-Rogoyskiej i sklep Bialconu przy Solidarności
i Dlaczego polskie firmy nie chcą zarabiać?). Dziś czas na wzornictwo i jakość samych produktów.

Weźmy na warsztat ciuchy. Niedługo czas kupowania podarków gwiazdkowych. Zrobiłam zatem rekonesans po sklepach sprzedających m.in. polskie spódnice i sukienki. Jeszcze do niedawna omijałam te, położone często z dala od centrów handlowych, lokale. Kojarzyłam je raczej ze starszymi paniami i nie przypuszczałam, że znajdzie się w nich coś dla mnie.

Niedawno pozytywnie zaskoczyło mnie jednak wzornictwo jednej z polskich
i produkujących w Polsce, marek, postanowiłam więc sprawdzić czy znajdę kolejne perełki. Na pewno nie zbadałam jeszcze wszystkiego, ale mam już pierwsze spostrzeżenia.

Jeśli chodzi o wzornictwo – jest nieźle. Zdarzają się wzory genialne (mam wrażenie, że głównie w ofercie firmy odkrytej przeze mnie jako pierwszej), sporo jest też sukienek, może pozornie mało porywających i oryginalnych, jednak dzięki klasycznym krojom
i kolorom zapewniających ładny wygląd nie tylko kobietom o idealnej figurze. Jest też niestety, cieszący się niegasnącym popytem, kicz – krzykliwe, bezkształtne kiecki
i garsonki.

W czym tkwi problem? Dlaczego ulica nie nosi polskich ciuchów? Widzę kilka powodów.

Pomieszanie: ten sam producent szyje wzory „babciowe” i młodzieżowe, konserwatywne
i nowoczesne. Niby fajnie – dla każdego coś miłego. Wszystkie próbuje jednak sprzedać w jednym sklepie – często, niestety wyglądającym (przynajmniej na pierwszy rzut oka) na miejsce dla osób statecznych.

Materiały: króluje nieprzyjemny w dotyku, elektryzujący się poliester, albo jego mieszanki. Wzór musi być naprawdę genialny, żebym zdecydowała się nosić sukienkę uszytą z takiego materiału. Nawet wtedy 10 razy zastanowię się przed zakupem. Miękka bawełna albo wiskoza (o jedwabiu nie mówię, bo cena byłaby wtedy pewnie zaporowa) rozwiązałyby problem.

Ceny: polskie rzeczy nie są tanie. Niby to zrozumiałe, jednak ceny byłyby bardziej przekonujące, gdyby przynajmniej można było dostać za nie ubranie uszyte z materiału przyjaznego wrażliwej skórze (a jeśli wierzyć statystykom, ma ją coraz więcej osób).

Reklama i PR – jakoś mało w prasie kolorowej ubrań szytych w Polsce, może warto przekonać jakieś celebrytki do ubierania się w patriotyczne ciuchy! Trzymam kciuki za polskie firmy! Zwłaszcza, że chińska produkcja zaczęła zalewać – o zgrozo! – nawet księgarnie. Strasznie dużo książeczek dla dzieci drukowanych jest w ChRL!

Reklamy