Mieszkanie na peryferiach. Planujesz kupić? Przeczytaj! Nie planujesz? Przeczytaj i tak.

Mało kogo stać na zakup mieszkania w centrum Warszawy. Mnie na przykład, nie stać nawet na zakup lokum pod Warszawą. Dlatego, po powrocie z zagranicznych staży
i stypendiów, znowu wprowadziłam się do podwarszawskiego M3 rodziców. Codziennie obserwuję rosnące wokół osiedla i oglądam ich reklamy w prasie czy SKM. Deweloperzy ostatnio bombardują m.in. hasłem „Znajomi z Wilanowa będą ci zazdrościć! Do centrum Warszawy dotrzesz w 23 minuty”.

Nie wiem, jak żyje się w Wilanowie. Znam za to uroki mieszkania pod Warszawą. Rzeczywiście, jest czego zazdrościć.

Dojazd do centrum Warszawy, owszem, jest. Mamy nawet wybór – Koleje Mazowieckie
i SKM. Posiadacze sieciowego (czyli droższego!) biletu okresowego mogą jeździć tym
i tym. Inni grają w ruletkę. Kupią bilet na KM, a podjedzie akurat spóźniona SKM? No cóż, życie. Gdy już uda się szczęśliwie wsiąść do pociągu, (w godzinach szczytu bywa, że niektórzy zostają na peronie) znowu zaczyna się obstawianie – czy dojedzie punktualnie. Rada starej wyjadaczki – Masz ważne spotkanie, nie przywiązuj się do myśli, że dojedziesz do Śródmieścia w 23 minuty (warto pamiętać też o częstotliwości kursowania i zapamiętać, o której odjeżdża ostatni pociąg powrotny).

Czasem zdarzają się dodatkowe atrakcje. Ostatnio, zamiast o 8 rano stawić się w pracy, zwiedzałam Mazowsze – pociąg po kilkunastominutowym postoju w Piastowie zawrócił do Brwinowa, gdzie spędziliśmy ok. 20 minut, po czym dostojnym tempem ruszył do Warszawy. Na każdym przystanku kolejne osoby musiały się osobiście przekonać,
że naprawdę nie da się już wcisnąć do wagonu.

Nie wiem, po co pasażerowie KM i SKM kupują karnety na siłownię i do sauny, skoro przewoźnicy zapewniają sport w cenie biletu (w sezonie zimowym w ofercie jest też krioterapia). Z siłowni mogą zrezygnować przede wszystkim rodzice małych dzieci
i osoby z bagażem. Dlaczego? Kto pokona schody prowadzące na peron z wózkiem
i walizą, ten zrozumie.

Komunikacja miejska na peryferiach. W Pruszkowie, od jakiegoś czasu, nie tylko pod postacią rozklekotanych, jeżdżących tylko w dni powszednie, raz na godzinę albo rzadziej, PKS-ów (bilet jednorazowy 3 zł), ale też autobusu L11. Łączy on jedno
z blokowisk ze stacją PKP – co ważne dla planujących zakup mieszkania w Pruszkowie
– nie jest to żadne z nowo budowanych osiedli. Jeździ co pół godziny lub co kwadrans. Niestety, jego rozkład nie jest skorelowany z rozkładem KM i SKM. Mimo to, pewnie m.in. ze względu na fakt, że honorowane są w nim bilety okresowe ZTM-u (sieciowe!), często jest zapchany tak, że nie wszyscy chętni się mieszczą.

Spacerkiem chodzą do stacji mieszkańcy osiedli, których nie obsługuje L11. Jeśli mają podobne szczęście jak ja, podczas takiego spaceru też ćwiczą lepiej niż na aerobiku. Skoki przez kałuże, ślizgi po świeżym błotku (na części trasy brak chodnika), biegi na drugą stronę ulicy (na odcinku kilkuset metrów nie ma też przejścia dla pieszych) to tylko część codziennego repertuaru. 40-minutowe ćwiczenia (łącznie, w obie strony) zapewniają kondycję na długie lata. Ja chodząc do stacji nie tylko nauczyłam się widzieć
w ciemności (deficyt latarni), ale i chodzić jak kot. Żeby uniknąć urazu, po chodniku, w którym każda płyta żyje swoim życiem (podsłuchałam ostatnio zachwyconego kilkuletniego chłopca: „mamo, ten chodnik tańczy!”) chodzę lekko
i sprężyście, a jednocześnie szybko. Żeby się udało, muszę się oczywiście odpowiednio rozluźnić. Pomyśleć, ile zaoszczędzę na jodze! Gdybym jeszcze nie musiała tego później wydać na wygodne, nieprzemakalne buty!

Zakupy robi się w dyskontach. Mi, podobnie jak mieszkańcom połowy miasta, do nich nie po drodze. Zostają osiedlowe sklepiki, społemy, karfury ekspresy itp., alma, no i targ (we wtorki i piątki przed południem). Ogólnie – i asortymentowo, i cenowo – jest mniej atrakcyjnie niż w Warszawie. Zwłaszcza osoby z alergiami pokarmowymi przepłacą jeśli nie zaopatrzą się w artykuły spożywcze w stolicy. Ile? Różnie – np. 100% żytni (czyli dobry np. dla uczulonych na pszenicę) chleb „Zaścianek”, w sklepie firmowym piekarni Grzybki kosztuje 5 złotych, a w Pruszkowie prawie dwa razy tyle.

Rozrywki. Pod tym względem coś się ruszyło. Wprawdzie wciąż nie ma kina ani teatru, ale są inicjatywy, które starają się to zrekompensować. Stowarzyszenie „Forum Pruszków” organizuje m.in. sobotnie pokazy filmowe. Pojawiły się też nowe restauracje, choć oczywiście nie wszyscy mogą sobie na nie pozwolić. Parki miejskie zostały odnowione. Dzieciaki mogą się wyszaleć na świetnie wyglądających placach zabaw –
np. w parku Sokoła. Jednak sąsiedztwo Warszawy i jej oferta kulturalna sprawia, że praktycznie co weekend najpierw zarzekamy się, że mamy dość dojazdów, a w końcu wsiadamy do pociągu i lądujemy w stolicy. No cóż, w weekendy pociągi jeżdżą rzadziej, ale przynajmniej nie są bardzo zatłoczone. Ewentualnie, ponieważ bloki pod Warszawą stawiane są równie gęsto, jak w stolicy, zawsze pozostaje też sprawdzona rozrywka: obserwacja wnętrz mieszkań sąsiadów z naprzeciwka. U któregoś na pewno dzieje się coś ciekawego, a deweloper zadbał o obraz na miarę HD.

Reasumując, mieszkanie na peryferiach nie wychodzi wcale tanio – dużo droższe bilety, droższe zakupy, więcej powodów skłaniających do wydania fortuny na „warunkoodporne” buty, kurtki itp. Gwarantuje nam za to rzecz bezcenną: codzienny ruch i hartowanie, dzięki któremu później mamy szansę nie rozchorować się. Nawet po spędzeniu godziny w 20 stopniowym mrozie w oczekiwaniu na opóźniony pociąg.

Reklamy