Dom Spotkań z Historią. Barwy ruin 1947

Zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne wystawy Domu Spotkań z Historią. I tym razem się nie zawiodłam. „Barwy ruin”, pokazujące kolorowe zdjęcia Warszawy i innych polskich miast w 1947 są wyjątkowe. Osobom, które miały szczęście urodzić się
w czasach, kiedy największym utrudnieniem w Warszawie jest budowa metra, uświadamiają, jak wyglądała stolica po wojnie.

Widziałam setki, jeżeli nie tysiące czarno-białych zdjęć ruin i odbudowy mojego miasta. Brak koloru w pewien sposób je jednak odrealniał. Powodował podświadome skojarzenia – smutne, przerażające, bo szare. Dopiero patrząc na zdjęcia Cobb’a poczułam, jak wyglądało życie w Warszawie i innych miastach Polski, dwa lata po zakończeniu wojny. Było tak, jak opisują czy pokazują na kronikach z tamtego okresu, ale nie było szaro.

Wystawę, warto zobaczyć również dlatego, że prezentuje nie tylko Warszawę, ale i inne miasta, skalę ich zniszczeń. W podstawówce zakodowałam sobie, w jak ogromnym stopniu zburzona była stolica. Liczby dotyczące Wrocławia, czy Szczecina też były
w podręcznikach. Mimo to, jako dziecko zazdrościłam – „im to dobrze, tyle się zachowało!”. Dziecko, które zobaczy wystawę w DSH, pewnie nie pomyśli – „im dobrze”, tylko „im też nie było łatwo, choć oczywiście skali strat nie da się porównać”.

Obejrzałam wyświetlane na wystawie kroniki. Jestem pod wrażeniem nadziei panującej
w Polsce AD 1947. We Wrocławiu, w świeżo otwartym Domu Handlowym wprowadzono kasę zaufania – klient bierze towar z półki, odlicza należność i wrzuca do skrzynki
z napisem „kasa”. Bezzębne dwudziestolatki, które właśnie zostały mamami wieloraczków uśmiechają się do kamery, nie myśląc o tym jak wypadną w kronice. Nie narzekają też na słabą służbę zdrowia, czy problemy finansowe.

Podsumowując: brawa dla Amerykanów, że wysyłali młodych ludzi, w tym pana Cobb’a
w podróże studyjne (dla wszystkich, którzy wysyłają dziś, podobne uznanie)! Brawa dla DSH za przygotowanie ciekawej wystawy (wcześniej nie wiedziałam m.in., że
Al. Jerozolimskie po wojnie były al. Sikorskiego). Brawa dla miasta, że finansuje takie inicjatywy i pozwala nam korzystać z nich za darmo!

Żeby nie było zbyt miło – przydałoby się więcej krzeseł przed małym ekranem, na którym wyświetlane są kroniki i – przede wszystkim – dlaczego publiczne biblioteki nie uzupełniają księgozbiorów o varsaviana, sprzedawane w księgarni przy DSH-u!

Reklamy