Nie dbaj o bagaż, nie dbaj o bilet!

Zawsze zanim wyruszę w podróż pociągiem Kolei Mazowieckich zastanawiam się, o której powinnam wyjść z domu, żeby zdążyć z kupnem biletu. Trudno to zaplanować – czasem kolejki do kasy nie ma wcale, a czasem jest „kilometrowa”.

Wczoraj 10 minut nie starczyło. To znaczy może by i starczyło, ale woleliśmy nie kusić losu. Kiedy do odjazdu pociągu została minuta, a przed nami w kolejce była 1 osoba, zdecydowaliśmy, że ryzykować będziemy kiedy indziej i pobiegliśmy na peron. Żeby się dostać z kasy na peron trzeba bowiem pokonać ładnych parę metrów i przejście podziemne (oczywiście brak wind, pochylni dla wózków itp.). Dobrze zrobiliśmy – pociąg przyjechał punktualnie.

Mogliśmy sobie na to pozwolić – mamy karty miejskie (niech żyje Wspólny Bilet!) a i tak na Śródmieściu mieliśmy się przesiadać, była więc nadzieja, że bilety na dalszą trasę uda się kupić tam. Gdybyśmy nie mieli? Byłyby 3 wyjścia:

  1. Kupić bilet u konduktora. Wchodziłoby w grę, gdybyśmy byli sprinterami i posiadali kilka złotych za dużo. Dlaczego? Pasażer bez biletu ma obowiązek wsiąść do pociągu pierwszymi drzwiami. Droga od przejścia podziemnego do nich, to na oko minimum 100 metrów. Opłata za wystawienie biletu przez obsługę pociągu to w Kolejach Mazowieckich 4 złote.
  2. Kupić bilet przez aplikację na smart fonie  – można, ale tylko, jeśli wycieczka odbywa się w granicach tzw. 3 strefy, czyli do Mińska Mazowieckiego jeszcze można, ale do Siedlec już nie.
  3. Jechać na gapę – nie wymaga wysiłku fizycznego (no chyba, że ktoś ma zamiar uciekać przed Kanarem), wiąże się jednak ze stresem i bardzo prawdopodobnym, zwłaszcza w ostatnim czasie wzmożonych kontroli, zubożeniem.

O ile wygodniej byłoby, gdyby Koleje Mazowieckie (i wszyscy inni przewoźnicy) wprowadzili bilety do kiosków (wzorem ZTM), sprzedaż przez Internet bez ograniczeń, albo chociaż przenieśli kasy na perony (na stacjach linii średnicowej są, idealne do zaadaptowanie, poczekalnie – obecnie zamknięte na głucho, albo przekształcone na sklepy), żeby nie trzeba było w ostatniej chwili pędem pokonywać kilkuset metrów i tyleż samo schodów. O windach, pochylniach dla wózków i taśmach na bagaż już (dziś) nie wspomnę!

Reklamy