Dlaczego polskie firmy nie chcą zarabiać?

W sklepach internetowych polskich firm nie ma najlepszych produktów, mimo że zalegają w magazynach!

Czasem muszę jednak zaszaleć. Ostatnio zdarzyło się to za sprawą firmy Bialcon. Potrzebowałam sukienki. Zarazem ładnej, oryginalnej, wygodnej i eleganckiej, na co dzień i od święta. A w moich lumpeksach akurat posucha. Pełno swetrów, spodni, kurtek,
a sukienki dla mnie od dawna ani widu.

W outlecie Bialconu sukienek zatrzęsienie. Zmierzyłam z 10. Wybrałam. Tylko rozmiar trochę nie pasował. Mojego nie było. Rozpacz (bo to z jakiejś starej kolekcji, w normalnych sklepach nie będzie) i powrót do domu, z kolorowymi rajstopami z Gatty za 6,90 na pociechę.

Weszłam na stronę Bialconu. W sklepie internetowym genialna, choć jak dla mnie za droga, kiecka z Pałacem Kultury. A upatrzonej czarno-białej nie było. Napisałam mejla do Bialconu, czy czasem nie mają jednak w magazynie tego, czego szukam. Szybka odpowiedź – mają! Mogą wysłać. Po chwili wystawili sukienkę w sklepie internetowym. Kupiłam.

Mam kieckę i się cieszę. Ale trochę też zgrzytam zębami. Bo czemu do licha nie wstawią do internetowego wszystkich modeli, jakimi dysponują!? Chyba chcą je sprzedać? Gdybym nie zmierzyła w outlecie (nie każdy mieszka blisko centrum handlowego!), nie spisała symbolu (czemu Bialcon nie może, jak Ikea, nadawać wpadających w ucho nazw, tylko katuje długimi ciągami znaków) i nie napisała mejla, wcale by nie zarobili. A ja może zniechęciłabym się do firmy, zamiast zostać jej potencjalną fanką. Dlaczego potencjalną napiszę innym razem.

Wścieka mnie to tym bardziej, że to dla mnie powtórka z rozrywki. W zeszłym roku miałam to samo z Emalią Olkusz. Zakochałam się w serii Nostalgia zobaczonej w sklepie firmowym na Wolskiej. Kiedy zaoszczędziłam parę dyszek i pojechałam je upłynnić, pocałowałam klamkę. Sklep zlikwidowany. W firmowym sklepie internetowym upatrzonych mydelniczek, świec zniczków i kubeczków nie było nawet, w najbogatszej chyba, kategorii „niedostępne”. Napisałam mejla. Mogą przesłać, oczywiście.  Świetnie, to ja poproszę,
z czajnikiem ze sklepu internetowego, żeby zaoszczędzić na kosztach wysyłki. A nie, tak to się nie da, bo w takim przypadku płaci się osobno. Czajnik w końcu kupiłam w małym sklepiku w Pruszkowie. A bez innych ładnych rzeczy jakoś żyję.

Chcę kupować porządne rzeczy polskich firm, które inwestują w design i produkują w kraju! Ale nie chcę się napraszać. A trochę tak się czułam robiąc zakupy w Bialconie
i Emalii Olkusz.

Advertisements