Półki na bagaż podręczny

Dlaczego w przedziałach pociągów podmiejskich, pod sufitem, są zamontowane półki na bagaż podręczny, a w tramwajach, autobusach i metrze, nie? Dlaczego w nowych eskaemkach półki są, o zgrozo!, albo okrojone (nie na całej długości pociągu), albo „zastawione” reklamami? Natrętny pasażer żąda: więcej półek! Mniej poobijanych torbami łydek, i kapiących prosto do buta parasoli!

Załóżmy, że jestem babą z siatami (żeby nie było, że utrwalam stereotypy
– w eleganckich, czarnych, neoprenowych i skórzanych „siatach” mam laptopa, książki
i kserówki). Wracam właśnie do domu. To znaczy na razie stoję na stacji i czekam na eskaemkę. Nogi spuchnięte (ach te wąskie, służbowe pantofelki). „Siaty” wrzynają się
w dłonie i ramiona. Szykowny wełniany płaszczyk deformuje się od nich, a po plecach spływa strużka potu (akurat na Śródmieściu praktycznie zawsze jest ciepło). Marzę, żeby kolejka wreszcie przyjechała (opóźnienie 15 minut, może ulec zmianie). Będzie zapchana, ale przynajmniej rzucę siaty na półeczkę.

W końcu przyjeżdża. I co? I nic. Półeczka jest, ale nie, jak w starych, dobrych wagonach na całej długości przedziału, ale tylko na środku. A tam się z wielkimi siatami nie dopchnę. Stoję zatem rozpłaszczona (i niestety, nie chodzi o to , że zdjęłam płaszcz) na drzwiach
i obstawiam prywatnego totolotka – czy utrzymam siaty jeszcze przez 50 minut jazdy
(wg. rozkładu 25, ale opóźniony pociąg zazwyczaj jedzie wolniej, bo czeka na miejsce na torach), czy w końcu je wypuszczę z obolałych rąk. Na szczęście nagle facet obok zaczyna się awanturować, że moje siaty mu przeszkadzają – gniotą spodnie, urażają siniaka i deformują kręgosłup (stoi przez nie nienaturalnie wygięty). A niech tam myślę sobie – dobrze jest! Inni mają gorzej!

Heh, a właściwie czemu nie zamontować też haczyków na bagaż? Na ścianach, czy oparciach siedzeń?

Advertisements